Najmłodsi mieszkańcy Domu

Matki

– Niektóre dziewczyny mają takie historie… Milena ma 21 lat, Justyna ma 23 lata. Historie jak ze scenariusza, albo jakiegoś programu typu „Sprawy”, opartego na dziennikarstwie interwencyjnym. To są takie historie, że się zastanawiasz i myślisz „Matko Boska…”.

Była Pani, która chowała garnki po szafach, talerze. Jadła w pokoju. Ona nie zniosła talerza, nie przeszkadzał jej smród… że tam w tej szafie już zaczynało pełzać itd. Dostawiała talerze. Trzeba było pilnować, żeby…

– …takich zachowań nie było. A skąd te dziewczyny tutaj są?

– Z całej Polski.

– Czyli nie ma rejonizacji? 

– Domy Samotnej Matki, patrząc na przepisy, porównując je, powinny być podobne do tych, wg których przyjmuje się do DPS-ów. OPS (Ośrodek Pomocy Społecznej) powinien współpracować z PCPR-em (Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie). A to różnie bywa…

OPS jako OPS nie może skierować kogoś do Domu Samotnej Matki. Musi to zrobić PCPR, dając zlecenie OPS-owi. Wtedy OPS wydaje decyzję o finansowaniu Ośrodka.

Angelika

To nie jest tak, że wszystkie dziewczyny nie płacą za Ośrodek. 

– Przykład. Angelika z 4 dzieci. Opłaca cały koszt pobytu tutaj ze swoich środków. Więc jeśli ktoś by powiedział o niej, że jest nieuczciwa, to przed nim stanę i będę ją bronić. Dziewczyna cudem odzyskała dzieci po terapii odwykowej, bo była uzależniona od amfetaminy itd. Andzia jest tu od kwietnia lub maja 2017 i mogę powiedzieć, że jest najbardziej ogarniętą dziewczyną w tym domu. Ma 4 dzieci, w tym jedno urodziła tutaj, półroczne. Ona jest naprawdę ogarnięta, dzieci są czyste, zadbane, w pokoju ma porządek. Jeśli coś się dzieje – od razu zgłasza. Wszystkie swoje sprawy ma załatwiane. Zawsze się pyta, no i dobrze. Lepiej konsultować sprawy. Spłaca zadłużenie komornicze z dziwnych czasów co nabrała, tak więc wiesz…

…to jest takie „światełko w tunelu”, które daje nadzieję, że można coś z tymi ludźmi wypracować.

Ania

Druga Andzia jest tutaj drugi albo trzeci raz. Z trzecim dzieckiem w ciąży. W tym przypadku nie ma może jakiś wielkich sukcesów, ale widać kroki, że coś czego kiedyś nie robiła, z czym kiedyś był wieczny problem, po prostu już tego problemu nie ma. Siedząc na dyżurach 48 h, nie ma siły aby kamuflowały się na tyle skutecznie. To po prostu wszystko widać. Ta praca ma dużo wyzwań.

Kwestia telewizji. Ustaliłam, że dzieci mają na nią czas od 13. Dzieci tego nie oglądają, traktują na zasadzie „coś sobie buczy”. Co w takiej sytuacji lepiej zrobić? No włączyć radio. Dziewczyny, zróbcie coś dla dzieci, jakieś prace, łańcuchy na choinkę, ozdoby, plastelina, coś do jedzenia wspólnie. Nie siedźcie na kanapach. Niestety dziewczyny nie potrafią zainteresować dzieci, nie zabawiają ich. Trzeba siąść z nimi i nauczyć je tego. Trzeba pokazać jak się rysuje, jakieś kwiatki, literki. To jest całkiem inne podejście.

Ja wiem, że dziecko nie będzie tego robiło przez 8 godzin. Ale tak naprawdę jest 1000  możliwości, które one nie wykorzystują. Zwłaszcza, że teraz święta. To jest taki okres, że tutaj wszystko „zjeżdża” oprócz żywności suchej oczywiście [jedna z głównych potrzeb ośrodka – przyp. red.], słodyczy była cała masa. Z Kędzierzyna przywiózł pewien pan paczki dla dzieci i dorosłych, które przy tej ilości łakoci zdecydowaliśmy rozdysponować dopiero na Sylwestra. Tak więc są ludzie, którzy pomagają.

Pomoc

– Udało się, że wymienią nam pozostałość okien, które są do wymiany. Tak więc na holu w tym momencie będzie już cieplej. Od lutego ruszamy z projektem z UE.

– Co to za projekt?

– Chodzi o przysposobienie dziewczyn w umiejętności zawodowe. Edukacja, kursy np. z gotowania, takich właśnie rzeczy. Projekt będzie realizowany z ośrodkiem w Zbicku pod Opolem i Górażdżami. Przyjedzie także ekipa budowlana, która będzie remontować pewne rzeczy w ośrodku.

Są to projekty łączone, partnerskie na zasadzie współpracy i wymiany. W projektach biorą udział osoby sprawdzone, takie po których wiemy czego się spodziewać. Do nas przyjechały dwie dziewczyny ze Zbicka do pomocy. Przez tydzień czasu zrobiłyśmy naprawdę dużo. Taki układ ma pewien znaczący plus, mianowicie taki, że osoby te potrafią naprawdę zmotywować do pracy całą grupę. Wystarczą dwie osoby, które mają siłę i chęć do tego, że potrafią zmobilizować resztę.

Problemy

– Zawsze jest podziemie. Jak przyjedzie kierownik, one są całkiem inne. Gdy jesteśmy we dwójkę – one są całkiem inne, a przy psychologu jeszcze inaczej. Pozostaje kwestia tego czy wyłapiesz te zmiany, czy nie.

Mówię im otwarcie, że wiem o tym, że rzucają na mnie czasami „mięsem”. Ale ja im to wybaczam. Dlaczego? Bo może kiedyś mi za to podziękują.

Kazałam jednej Oli kiedyś malować ściany. Odświeżałyśmy jedno pomieszczenie na magazyn. Miałam jeszcze farbę… Ola była na mnie wściekła! Ale poszłam i pokazałam jak to się robi. Potem przyznała, że klęła na mnie, ale w sumie to jest wdzięczna, bo nie zostawiłam jej w tym samą. Ona też już ma zdobytą pewną umiejętność. To na takiej zasadzie po prostu działa.

Jedzenie. Temat surówki. Mówię: ona nie musi być krojona na 3 cm. Spróbujcie cieniej. Będzie lepiej smakować. Zróbcie sosy, vinegret. Do tego nie potrzebujesz wiele. Jak śmierdzi pralka, to przetrzyj octem. Rzeczy, które są dla ciebie normalne – a one nie mają o tym zielonego pojęcia.

– Dlaczego tak jest?

– Dom. To wszystko jest dom, wychowanie. Nie są tego nauczone.

Wszystko zaczyna się od podszewki. Cały czas powtarzam. Jak wychowacie swoje dzieci – takie one będą. 

Patrzcie się na siebie, nauczcie się kontrolować. Dzieci was obserwują, będą robić i powtarzać takie a nie inne słowa, zachowania. Jeżeli nie reagujesz, jak Krzysiek szarpie Wiktorię, to znaczy że tak można. Skoro nikt nie reaguje, to dlaczego one mają tak nie robić?

– Wróćmy do tematów finansowania Domu Samotnej Matki. Wspomniałaś o OPS-ie, o tym, że niektóre dziewczyny same się utrzymują. Czy one gdzieś pracują?

– Nie. Nie pracują. Mają pieniądze ze świadczeń. OPS może im sfinansować pobyt tutaj. Oprócz tego mają 500+, rodzinne, alimenty. W zależności co się której należy. Ale są takie, które mają tylko 500+ i rodzinne i tylko z tych pieniędzy opłacają swój pobyt. Kupują mleko, pampersy dla dzieci. My te rzeczy mamy, choć nie zawsze. Na początku było tak, że która chciała to dawałam, jednak zmieniliśmy to. Chodzi o przeświadczenie, że jeśli dostają pieniądze na dzieci (500+) to muszą wydać te pieniądze na dzieci.

Tu, w Domu Samotnej Matki macie wyżywienie, wodę, gaz, prąd. Co więcej?

OPS przez przepisy ma związane ręce. Oni „łatają” te dziury, nie powiem, zwłaszcza że staram się patrolować to wszystko. Są panie, które mają problem z zatrzymaniem na dłużej pieniędzy. Z jedną z nich poszłam do sklepu. Zadałam pytanie „A po co ci to? Czy tobie jest to potrzebne? Przecież masz to w domu. Po co wydajesz pieniądze, które za chwilę mogą ci się przydać na coś innego? Albo kupowanie słodyczy. Po co kupować górę słodyczy? Dzieci owszem, przeszczęśliwe. Skąd się to bierze? Jest to przeświadczenie tego, że „na dzieciach się nie oszczędza” i „nie zabronię dziecku jeść słodyczy”. Dziecko chce, więc jak mu nie dać?

Ja mówię no dobrze, ale można to dozować. Daj mu to w ramach np. nagrody, ale ustal „dzień słodyczy”. Pomału zaczyna to działać.

Ilona Zięba – Dyrektor Domu Samotnej Matki w Zopowych

– Jak było kiedyś w DSM, a jak jest dzisiaj?

– No więc powiem tak… Gdy pochwaliłam się w domu, że jadę tutaj na rozmowę o pracę, to mi tato powiedział „gdzie ty dziecko jedziesz?! Przecież tam jest smród, syf. Same baby, faceci, nic tylko palą i piją.”

Gdyby był rzeczywiście taki stan rzeczy, to pewnie nie przyszłabym tu do pracy.

Było już inaczej niż kiedyś. Tym bardziej, że zwracam szczególną uwagę na kuchnię, jadalnię. „Ryneczek” ma być zawsze czysty. Nie ma tak, że na holu tu kurteczka, tam sweterek, papeć itd. Ma być porządek.

Kierownik pokazywał mi zdjęcia po dezynsekcji… normalnie kupka robali. Tu naprawdę musiało być nie za ciekawie. Wiem, że tu bardzo dużo ludzi pomagało, a przez taki stan rzeczy spora część z nich odwróciła się. Kiedyś rozmawiałam z panem, który regularnie przywoził tu warzywa. Mówił, że któregoś razu postawił auto na chwilę i poszedł do biura, a oni w tym czasie przerzucali te rzeczy na drugie auto… na handel.

Zawsze zaznaczam przy takich okazjach, że w pierwszej kolejności tu panów żadnych już nie ma. Same panie z dziećmi.

Ludzie, którzy tu byli, byli osobami, które nie chciały nad sobą pracować. Oni mieli tu tak naprawdę przechowalnię. Urodziło się tu parę dzieci. Do tej pory firmy windykacyjne pytają się, czy takie a takie osoby tu są, czy przebywały. Zawsze zaznaczam przy takich okazjach, że w pierwszej kolejności tu panów żadnych już nie ma. Same panie z dziećmi.

Kiedyś korzystałam z alkomatów, testów na narkotyki. Dziś już nie ma takiej potrzeby. Jest taka zasada, że jak do kogoś przyjeżdżają paczki czy listy prywatne, to zawsze sprawdzamy czy nie ma narkotyków.

Nie ma problemów z tym, że musisz wyszarpywać te paczki „bo wylecisz”. Nie. One same przynoszą do sprawdzenia bez kombinacji.

– Jaki jest regulamin, jakie są bezwzględne zasady, które trzeba przestrzegać?

– Zakazy alkoholu, narkotyków, przemocy słownej, przemocy fizycznej. To są jedne z najważniejszych punktów. Gdy przychodzi nowa osoba do Ośrodka, sprawdzana jest też czystość. Niestety mamy taką „łatkę”. To już jest przeszłość. W Ośrodku jest czysto.

Jesteśmy tu praktycznie cały tydzień, także widzimy czy dzieci są kąpane, czy włosy są myte itd. Widzimy to. Nieraz pomagałam mamom przy kąpieli, aby pokazać matkom, że pewne rzeczy można inaczej, lepiej zrobić.

Niektóre osoby słabo czytają, słabo piszą. Mamy taką Andzię, która jednak stara się to opanować, próbuje, ćwiczy. Może nie jest jeszcze ideałem, ale nie mogę powiedzieć, że nic nie robi w kierunku, żeby było lepiej. Są to małe, ale jednak postępy.

Najmłodsi mieszkańcy Domu

Dzieci są dopilnowane, nie latają „samopasem”. Matki nie siedzą same, zamknięte w pokojach a dzieci „latają”. Nie ma tu już czegoś takiego.

Nie ma też dzieci na kuchni. Absolutnie. Tłumaczę dziewczynom, że to nie przez złośliwość, ale ze względów bezpieczeństwa. Nie daj Boże ktoś się potknie, dziecko wejdzie pod nogi, różnie bywa. Gorąca woda, gaz. Nie widzę dzieci na kuchni.

Są też dyżury. Dwie osoby są też zawsze na bawialni, do 15:00 są zajęcia z dziećmi w czasie gdy inne dwie sprzątają hol, dwie na kuchni, trzeba drzewo porąbać, piec przypilnować. Piec musi być czysty. Tego typu rzeczy trzeba jednak doglądać. Jedna radzi sobie lepiej, inna gorzej.

Ciężko jest je nauczyć wsparcia, aby nie było to na zasadzie rozliczania „bo ty miałaś to zrobić”. Trzeba także szczegółowo określić co mają robić. Wszystko to, o co mi chodzi, tak aby potem nie było niedomówień. Przykład z piecem. Wprowadziłam grafik. Każda osoba, która przejmuje obowiązki z piecem, ma podpisać że odebrała tej, która miała dzień wcześniej, że jest czysto, nie ma popiołu i żadnego problemu.

– Czy jest jakiś plan dnia, którego trzyma się dom?

– Tak, jest. W normalnym, nieświątecznym czasie śniadanie jest o 7:00. W święta mogą pospać do 9:00. Później dzieci są odprowadzane do szkół i przedszkoli. Zostają te najmłodsze „pampersiaki”, które jeszcze do przedszkola nie chodzą. Koło 13:00 gdy dzieci wracają jest zupa. Potem po 15:00 jest drugie danie i do tej godziny dziewczyny mają porozkładane dyżury, tak by każda miała zajęcie na rzecz domu.

W tym roku założyliśmy także ogródek. Mieliśmy buraczki, ogórki itp. warzywa.

Praca z człowiekiem

– Sprawdziło się?

– Nie do końca. Mnie nie interesuje to, że któraś przyjdzie i powie, że zrobi to czy tamto. To co mnie interesuje, to aby poszła i to najpierw zrobiła a dopiero potem przyszła i powiedziała. Dziewczyny funkcjonują na zasadzie „wszystko ja” a gdy przyjdzie do roboty, to… gorzej.

Ze szkoły z Długomiłowic Panie przywiozły sadzonki kwiatów, do warzywniaka też. Dziewczyny mogły sadzić, potem utrzymywać to, plewić.

Jest warzywniak, gdzie trzymamy warzywa. Kiedyś był problem, by to utrzymać, wykorzystywać. To jest jedzenie, które może się zepsuć. Trzeba zaszczepić myślenie typu – aha, mam ogórki. Ogórki postoją mi tyle a tyle. Z pomidorem zaczyna się coś dziać, jest obity. Trzeba go zużyć do czegoś. Do czego? Można zrobić kanapki, można dodać do sosu, można zrobić pomidorową, można zrobić 1000 rzeczy. Na tej zasadzie, żeby nauczyły się wykorzystywać TO CO MAJĄ.

Wiemy czego już nie robić, bo się po prostu nie sprawdza. Wiemy w jaki sposób wymagać od nich pewnych rzeczy i nie chodzi tu o „naskoczenie” czy „stłamszenie”. Nie chcemy by kobiety czuły się zdeptane, tylko trzeba je zmobilizować, żeby one zmieniły pewne nawyki i zaczęły działać.

[…] cenię osoby, które mówią prawdę […]

Przykład Oli, która też miała pewne zaburzenia psychiczne, pozostanie do końca życia na lekach. Ola późno reagowała. Do niej docierało to co do niej mówiłeś dopiero po pół godzinie. Więc było tak, że najpierw na mnie „naszczekała” a po pół godzinie przyszła porozmawiać, bo dopiero do niej dotarło co do niej mówiłam. Ola miała też jedną ciekawą cechę – nie kłamała. Potrafiła mówić prosto z mostu co myśli. I to jest przykład, dziewczynom też o tym mówię, mamy tu społeczność o 21:00 – takie podsumowanie dnia. Dziewczyny np. dziękują sobie za okazaną pomoc, albo mówią co im nie pasuje, rozwiązujemy wspólnie problemy. Do czego zmierzam. Zmierzam do tego, że cenię osoby, które mówią prawdę, że potrafią się w ten sposób wypowiedzieć. Dlaczego? Bywało tak, że dziewczyny na początku bały się odezwać, powiedzieć, że coś im się nie podoba w czyimś zachowaniu. Ja też im mówię, że nie jesteśmy w stanie być w jednym czasie w wielu miejscach, reagować i jeszcze prowadzić biuro, a z tego są np. pieniądze na projekty.

Sprawdzamy też ludzi. Gdy przychodzi nowa osoba, mówi że była bita itd., to nie znaczy że np. ta osoba nie stosowała przemocy wobec innych. Może być taka sytuacja. Dzwonimy do instytucji, pracowników socjalnych, kuratorach, asystentach – zależy co, kto ma przydzielonego. Chodzi o to, by mieć jakąś historię tej osoby.

Mieliśmy tu też panią ze zdiagnozowaną schizofrenią, która była na lekach. Byłam w stałym kontakcie z siostrą tej pani. Niestety kobieta ta co innego mówiła do siostry, co innego do mnie a jeszcze co innego tak naprawdę robiła. Niektóre osoby bardzo ciężko nauczyć tej szczerości, bo niektóre osoby po prostu grają. Na zasadzie żeby się nie czepiać. Są to osoby starsze ode mnie. Funkcjonuje wtedy myślenie: „przyjdzie do mnie jakaś tam siksa i będzie dawała papierki pod nos”.

Tu jest bardzo dużo pracy, trzeba mieć równie dużo cierpliwości i wiary w to, co tak naprawdę się robi.

– Wspomniałaś o dyżurach psychologa. Jak często tutaj przyjeżdża?

– Generalnie jak przyjeżdża nowa osoba, zawsze ma wtedy rozmowę. Psycholog wychwyci też takie problemy, których ja nie zauważę. Gdy wymieniamy informacje, są spostrzeżenia, które widzę ja i które widzi ktoś inny. Daje to pewną całość, obraz człowieka, w czym może mieć problem. Ktoś coś ukrywa, czegoś nie chce pokazać. Jesteśmy ludźmi. Przy mnie ktoś może się nie otworzyć, przy psychologu już tak.

Należy kłaść nacisk na komunikację. Czystą, prostą komunikację.

Budynek Domu Samotnej Matki

Ośrodek

– Jakim terenem dysponuje Ośrodek?

– Dzierżawimy teren od Agencji Rynku Rolnego. Generalnie mamy ten budynek, magazyny z boku i teren do tych drzew dalej. Podobno była tam ścieżka, taka parkowa, ławeczki. Kiedyś było tu bardzo pięknie.

– To był dawniej dworek? Zabudowa folwarczna?

– Tu był PGR. GS miał tu swoje biuro. Potem przejął to MONAR. Szło to w dobrym kierunku, ale potem… wiadomo, cele. Ktoś prowadzi interes aby zarobić, to będą takie a nie inne efekty na zewnątrz.

Jest tu aktualnie pani, która była tutaj na Ośrodku w tamtych czasach. Wytrzymała tu tylko kilka dni. Podobno, z tego co mówiła pokoje były prześcieradłami poprzedzielane a w oknach były kołdry bo nie było szyb. Nie było bawialki dla dzieci, był tam magazyn.

Przyjechał też pewien pan, reperować nam zmywarkę. I mówi, że kiedyś dawał nam rzeczy, ale gdy pewnego razu przyjechał i zobaczył, że z tego sprzętu jaki przekazał nie ma nic…

– Ludzie odwracają się gdy coś takiego widzą. Nie ma wtedy sensu pomagać.

– Ja dziewczynom tłumaczę. Kupię wam papier, z moich własnych pieniędzy. Ale jeżeli widzę, że wy rzucicie ten papier, dzieci będą go darły i nic z tym nie robicie, to ja wam więcej tego papieru nie kupię. Ten papier nie jest wtedy wykorzystany. Jest po prostu zniszczony.

Współpraca

– Nie znam poprzedniego kierownictwa. Pewnie nie chciałabym nawet poznać. Aktualny kierownik, Krzysztof spełnia się w tej roli bardzo dobrze. Mamy współpracę z Ośrodkiem w Zbicku pod Opolem, wychowankowie przyjeżdżają do nas w okresie wakacyjnym, kobiety, wychowanki ośrodka. Niektóre studiują. Nie boją się opowiedzieć swojej historii, potrafią się otworzyć. Rozmawiały z dziewczynami, pokazywały, że można się zmienić by było po prostu lepiej. Można tego dokonać, tylko trzeba chcieć, włożyć trochę wysiłku i energii.

To, że ja będę chciała aby one coś zrobiły to niestety za mało. To one muszą tego chcieć.

Jakie są potrzeby ośrodka?

– Potrzeby ośrodka są ogromne. Tak naprawdę przydałaby się tutaj jeszcze jedna osoba – aczkolwiek ośrodka na to nie stać. Sam zakup opału na zimę to koszt ogromny, na ogrzewanie idzie ok. 20 ton węgla. Drzewo na rozpałkę, tu nam pomaga Pan Galara, przywozi ścinki z tartaku. W lecie dziewczyny palą na ciepłą wodę.

Musimy zrobić nową instalację CO, nie do wszystkich pokoi dochodzi ciepło tak jak powinno dojść. W styczniu (2018) ma być poprawiona instalacja elektryczna. Trzeba poprawić łazienki. Mamy 3 łazienki, z czego czynna jest tylko jedna. Najpotrzebniejsze są remonty, myślę tu o pokojach, ale priorytetem są łazienki.

Mamy całodobowy monitoring. To kwestie bezpieczeństwa i spraw regulaminowych. Zdarzył się przypadek, gdzie kierownik wyrzucił z domu kobietę, która miała na tyle silną osobowość, że współlokatorki jej nie „wysypały” a dziewczyna tworzyła „podziemie”. Tego robić u nas nie można.

Zapraszam do nas latem. Jest tu bardzo przyjemnie. Nie chce się po prostu wracać do domu. Kosiłyśmy trawę, pracowałyśmy na klombach, rabatach, w ogrodzie. Dzieci mają dużo miejsca do zabawy. To jest naprawdę bardzo urokliwe miejsce.

Apteka Państwa Schmidt z Głubczyc przygotowała ostatnio paczkę leków pod kątem zdrowia dzieci, typu „na gorączkę”, pampersy itp. Apteka „Kolorowa” zawsze daje nam rabat. To jest realna forma pomocy dla Domu Samotnej Matki. Dziękujemy!

Potrzeby są jednak duże. Czasami rzeczywiście brakuje na lekarstwa. Trafiają tu często osoby zupełnie bez pieniędzy.

Całkowity koszt wyżywienia, dobowy to 25 zł od osoby. Na dzień dzisiejszy jest nas 19 osób, w tym jedna ciężarna. W zeszłym miesiącu mieliśmy 33 osoby. Są dwa typy ludzi, którzy do nas przychodzą. Albo tacy, którzy chcą coś zmienić w życiu – albo ci, co przed czymś uciekają, traktują dom jak „przechowalnię”, że jakoś to będzie. Jednego dnia może tu przyjechać ktoś, aby następnego wyjechać. A my też nie trzymamy tutaj nikogo na siłę, chyba że ma nakaz sądowy pozostania w Ośrodku.

Współpracujemy ze Szkołą Podstawową w Pietrowicach i Przedszkolem w Zopowych. Współpraca ta jest naprawdę bardzo dobra. Dzieci mają się gdzie uczyć i rzeczywiście to robią. To jest obowiązek, stawiam na to wyraźny nacisk.

Jak sobie wyobrażasz ośrodek za rok?

– Jeżeli będzie szło wszystko w takim kierunku jak jest, będzie dużo lepiej. Przystępujemy do projektu unijnego, gdzie będziemy angażować rezydentki do pracy. Wymienią nam okna, mamy drewno. Ksiądz w kościele w Pruszkowie zorganizował zbiórkę na opał. Z każdym rokiem jest lepiej i będzie lepiej.

Zapraszam do odwiedzin naszego ośrodka.

– Ośrodek jest w bardzo dobrych rękach. Jestem pewny, że z roku na rok będzie coraz lepiej.

Z dyrektorem DSM Panią Iloną Ziębą rozmawiał Mateusz Kitka

Kontakt do Domu Samotnej Matki w Zopowych:

731 561 660
dsmzopowy@onet.eu

ul. Zamkowa 1
Zopowy 48-100
Głubczyce

Stowarzyszenie Monar Dom dla Samotnych Matek z Dziećmi Markot w Zopowych
NIP 748-14-95-124
Santander Bank o. Głubczyce
40 1090 2154 0000 0001 0068 0008

Poprzedni artykułPomóż chorej Emilce
Następny artykułJakość wody pitnej w powiecie głubczyckim
Wydarzenia, newsy, wywiady, fotorelacje z gminy Głubczyce. Portal współpracuje z miesięcznikiem "Głos Głubczyc" i TV Pogranicze. TwojeGlubczyce.pl to Twój portal regionalny! Jeśli masz informację o ciekawym wydarzeniu, napisz! kontakt@twojeglubczyce.pl tel.: +48 600 806 804