15.9 C
Głubczyce
czwartek, 9 07 2020, 28 tydzień roku

Aleje drzew owocowych wracają na ziemię głubczycką

Wywiad z Pawłem Buczkiem, sołtysem Grobnik. Aleje czereśniowe wracają na ziemię głubczycką. Na terenach śródpolnych Grobnik inicjatywą kierował sołtys wsi a zarazem członek kilku stowarzyszeń i organizacji. Radny miejski


Sołtys Grobnik, ale też członek kilku stowarzyszeń i organizacji. Ciężko powiedzieć mi w jakiej roli w tym naszym dzisiejszym spotkaniu uczestniczę. Najbezpieczniej będzie, jeśli przedstawię się jako Paweł Buczek.

  • Witam Cię Pawle. Kolejny raz spotykamy się w temacie wspólnego zamiłowania, wspólnych zainteresowań – mianowicie w temacie czereśni. Lubimy czereśnie.

Witam Cię Mateuszu, pewnie nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni i cieszę się, że mamy podobne zainteresowania. Tak, lubimy czereśnie. Jest to bardzo wdzięczny owoc, tym bardziej że żyjemy w regionie, gdzie tradycja alei czereśniowych jest dość bogata.

  • Jak daleko sięga w czasie?

Tak naprawdę ciężko powiedzieć, ale dotarliśmy np. przy okazji tworzenia książki o historii maltańskiej Grobnik, do mapy z 1750 r. czyli z połowy XVIII w. gdzie aleje czereśniowe były już zaznaczone. Czyli można spokojnie zakładać, że już w czasach maltańskich tych stron aleje te były już sadzone. Później już na pewno w czasach pruskich, w czasach niemieckich te aleje i nie tylko czereśniowe ale i gruszkowe, jabłoni były na tych terenach. No i w zasadzie tak to zostało do czasów powojennych.

Niestety do dzisiaj większość tych alei nie przetrwała.

  • Co się takiego stało?

Myślę, że kilka składowych się na to złożyło. Przede wszystkim drzewa owocowe mają swoją żywotność. To nie są wieloletnie drzewa. Zakładając, że drzewa, które były tymi „dużymi” i już kilkudziesięcioletnimi po wojnie, w latach ’50 po prostu ze starości nie wytrzymały do naszych czasów. No ale też trzeba jasno przyznać, że my, mieszkańcy, skutecznie „pomogliśmy” w tym procederze niszczenia drzew. Wypalanie poboczy, łamanie gałęzi, albo wręcz wycinanie gałęzi z premedytacją zaskutkowało tym, że przez ostatnich kilkadziesiąt lat te aleje niemalże przestały istnieć.

Siejąc kwiaty pomagamy pszczołom – Grobniki 2016 / © fot. Mateusz Kitka

  • Parę lat temu zainicjowałeś powstanie sadu rozsadnikowego, z którego w tym roku rozsadzaliście drzewa?

Tak. Takie było założenie projektu „Chcę rosnąć razem z drzewem”, że posadzimy podkładki, na których będziemy szczepili drzewa starych odmian drzew owocowych i będziemy je rozsadzać. Aczkolwiek rzeczywistość trochę nas zweryfikowała z dwóch powodów. Po pierwsze trafiliśmy niestety na bardzo suche lata. Wiemy jak te lata wyglądały w roku 2018 i 2019. Udatność tych szczepień nie jest niestety taka, jakbyśmy chcieli. Bez nawadniania nie udało się tego zrobić efektywnie. Po drugie, założenie było takie, że w przestrzeń publiczną na drogi polne będziemy sadzić drzewa wysoko rosnące, tak jak to bywało pierwotnie i tak jak powinno być. Niestety dzisiaj musimy się poruszać w rzeczywistości jaką mamy, a drogi polne są w granicach geodezyjnych nie tak szerokie jakbyśmy chcieli. Gdybyśmy posadzili drzewa wysoko rosnące, okazałoby się niestety, że brakuje nam miejsca na tą najważniejszą część, najważniejszą funkcję drogi. Chodzi oczywiście o poruszanie się sprzętem rolniczym, a jest on już dość znacznych wielkości. Także niestety, ale poruszając się w granicach prawa, na drogach polnych, które mają kilkanaście metrów niestety nie da się posadzić wysoko rosnących drzew.

Dlatego ta szkółka zostanie dalej szkółką. Będziemy z niej pozyskiwać drzewa, ale będziemy je sadzili już gdzie indziej lub zwyczajnie część z tych drzew tam po prostu zostanie. Jest to dość fajne i wdzięczne miejsce dla krajobrazu miasta będzie to z pożytkiem. A posadziliśmy tam drzewa na średnich podkładkach ale z bardzo bogatą ilością odmian. Od wczesnych do późnych drzew, z porządnymi sadzonkami. Dlatego wydaje mi się, że zrobiliśmy optymalnie to co się dało na tę chwilę zrobić.

  • Kto jest organizatorem tej inicjatywy?

To jest proste i zarazem trudne pytanie. Jestem sołtysem Grobnik, ale jednocześnie członkiem stowarzyszenia „Inicjatywa” oraz kilku innych organizacji. Tak naprawdę ciężko powiedzieć kto jest organizatorem, bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy. Po części też jest tak, że jesteśmy członkami kilku stowarzyszeń, są to członkowie LZS’u, OSP. Jedyne co jest pewne, co można z czystym sumieniem powiedzieć, to jako członek stowarzyszenia „Inicjatywa” biorę udział w projekcie bioróżnorodności województwa opolskiego realizowanym przez Urząd Marszałkowski. Ten projekt co prawda już się skończył, ale to był właśnie impuls do tej konkretnie akcji. W ramach tego projektu UM zachęcił do przywracania alei śródpolnych drzew owocowych. Złożyłem swój akces jako stowarzyszenie do tej akcji. Jednak z wiadomych przyczyn cały ten projekt został zawieszony a dziś już w zasadzie odwołany. Jednak biorąc pod uwagę to, że już część prac przygotowawczych przez nas została wykonana, droga została wytyczona, sam pomysł się spodobał i ludzie zostali namówieni do tego, że będziemy to robić – nie wyobrażałem sobie, żeby ta akcja się nie odbyła. Dlatego tak jak powiedziałem – przez ten impuls, który wyszedł z UM, realizację zrobiliśmy co prawda własnymi środkami, ale czasami to daje jeszcze większą satysfakcję, że potrafiliśmy to zrobić mimo różnych przeciwności losu. Efekt wtedy jest jeszcze lepszy, jeszcze fajniejszy. Myślę, że to stąd się wzięło. Ale tak naprawdę zamysł prac proekologicznych w Grobnikach jest już od dawna i od dawna robimy mniejsze rzeczy. Czy to konkurs „Siejąc kwiaty pomagamy pszczołom” czy „Sad Maltański” czy wiele innych mniejszych realizacji, staram się aby w naszej miejscowości ta troska o środowisko była już taka permanentna. Aby nie była to akcja jedna na jakiś czas, ale by się to odbywało na co dzień. Myślę, że nie jest to też ostatnia akcja. Jestem przekonany, że w miarę możliwości, w miarę środków, w miarę upływającego czasu będziemy takie przedsięwzięcia realizować.

  • Sadzenie drzew to nie tylko samo sadzenie, ale także przygotowanie terenu. Została już przygotowana droga.

Powiedziałbym to nawet inaczej. Sadzenie drzew to tylko niewielki fragment prac związanych z tworzeniem alei przydrożnej. Tak. Przede wszystkim trzeba było rozpocząć od wytyczenia granicy drogi. Geodezyjnie trzeba było zaznaczyć, gdzie ta droga tak naprawdę jest, gdzie powinna być i od tego trzeba było zacząć. Tutaj należą się podziękowania Burmistrzowi Głubczyc, który zlecił takie wytyczanie i geodeci na zlecenie Urzędu Miejskiego te prace poczynili.

Później oczywiście okazało się, że ta droga w znacznej części jest zaorana, zasypana ziemią, przebiega nie w tym miejscu, w którym w rzeczywistości powinna przebiegać. Także bardzo duża część prac, a w zasadzie chyba największa, polegała na przywróceniu drogi w tym miejscu, gdzie powinna być. Myślę, że kilkanaście dni pracy non stop koparki i ciągników, które odwoziły ziemię i naprawdę mnóstwo pracy i czasu, aby tą drogę odczyścić, odtworzyć, poszerzyć aby spełniała swoją funkcję jako droga, ale po drugie żeby pobocze było przygotowane na obsadzanie drzew. I tutaj też wielkie podziękowania dla tych, którzy w tym pomogli. Poszerzanie i te prace zrobiliśmy we własnym zakresie. Naprawdę mnóstwo środków i czasu a jeśli byłoby to przeliczone na kwoty, dałoby to pokaźną kwotę, którą udało się zaoszczędzić. Mieszkańcy sami to zrobili.

Przyroda niestety nie pomagała nam. Prace takie robi się w zimie, kiedy ziemia jest zamarznięta. A jak wiemy, na przełomie tego roku tej zimy praktycznie nie było. Dlatego z większością prac musieliśmy czekać do wiosny, aż wszystko wyschnie. Ale udało się zrobić. Później już końcówka – sadzenie i zabezpieczanie drzewek przed intruzami.

  • Bo i tacy się pojawili.

Tak, ale też przed zwierzyną. Zwierzęta, a szczególnie koziołki bardzo lubią niszczyć młode drzewka owocowe. Akcję tą zaplanowaliśmy bardziej jako publiczną, dlatego sytuacja z koronawirusem też nam nie pomogła. Musieliśmy to robić we własnym gronie, nie można było z tego zrobić publicznej akcji, szerszej, edukacyjnej. Ale też daliśmy radę, dlatego składam jeszcze raz podziękowania wszystkim, którzy pomogli w tym specyficznym, ciężkim czasie.

  • Czy był a jeśli tak, odzew lokalnego społeczeństwa na tą inicjatywę?

No właśnie, jesteśmy w tym momencie, w którym możemy mówić o efektach społecznych tego przedsięwzięcia, bo informacja o tej akcji rozeszła się już w innych mediach, czy to społecznościowych czy klasycznych. Jestem tym bardzo zbudowany i bardzo się cieszę, że ta akcja trafiła do wielu osób ale też sam zamysł. Całe przedsięwzięcie było obserwowane przez wiele osób. Słyszę, że ludzie z naszego środowiska, z naszej wsi, ale też zupełnie z zewnątrz gratulują nam pomysłu. Dopytują jak to zrobić u siebie, planują już takie akcje w innych miejscowościach. Radzą się jak to zrobić.

Jest także jeszcze jeden aspekt, który mnie osobiście bardzo zbudował i zmotywował do dalszej pracy w tym temacie. Nie ukrywam, że akcja z przywracaniem tej alei kosztowała dość dużo czasu, pracy i energii, dało to nam trochę „popalić” – a dzisiaj słyszę, że w tym ciężkim okresie epidemii, kiedy jednak mimo wszystko do tej akcji potrzebowaliśmy jakiś środków finansowych czy materiałowych, i kiedy instytucje, które nam zawsze pomagały, zawsze nas wspierały – w tym roku nie mogły nam pomóc, pracownicy tych firm, szefowie lub ludzie postronni proponowali, że sami się dołożą, że sami coś zrobią, wykonają usługę. To naprawdę było niesamowite i bardzo się cieszę, że taka sytuacja paradoksalnie wystąpiła, bo mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i ten przykład z aleją czereśniową pokazał, że nawet jeśli przychodzi ciężki czas, kiedy są problemy to można liczyć na ludzi i wiara w ludzi z powrotem we mnie jest.

  • Czy planowane są nasadzenia kolejnych alej, np. śliw?

Generalnie w Grobnikach jeszcze za czasów pruskich wyglądało to tak, że korzystano przede wszystkim z dobrodziejstwa ziemi. Tzn. że jeśli ziemia w danej miejscowości była bogata, zasobna, to można było sobie pozwolić na uprawianie tam czereśni. W innych miejscach, choćby naszej gminy, np. na pograniczu gdzie ziemia jest słabszej klasy – tam były aleje jabłoniowe. Jabłoń poradzi sobie w gorszej ziemi, gdzie zupełnie nie poradziłaby sobie czereśnia. Także korzystając ze źródeł historycznych no i z naszych doświadczeń, bo pamiętam jeszcze dawne aleje, to w okolicach Grobnik były aleje przede wszystkim czereśniowe i jedna aleja śliw. Korzystając z tych danych, takie aleje jakie były – będziemy chcieli przywracać. Aczkolwiek dzisiaj jesteśmy w zupełnie innych realiach, niektóre drogi są drogami powiatowymi, inne są gminnymi lub prywatnymi, także dzisiaj musimy się niestety poruszać w ramach przepisów prawa, w ramach kompetencji i właściwości odpowiednich samorządów ale myślę, że chęci nam nie zabraknie, siły i uporu jeśli tylko odpowiednie środki finansowe i dobra wola pozwoli to będziemy to robić. Ale też nie ukrywam, że mamy także wiele innych równoległych przedsięwzięć, które realizujemy. Ludźmi jesteśmy cały czas tymi samymi. Trudno w jednym momencie prowadzić wiele równoległych, ważnych, dużych tematów. Obawiam się, że kiedy będziemy robili inne rzeczy, to braknie nam czasu na odtwarzanie alei. Ale jestem przekonany, że prędzej czy później podobne akcję będą miały miejsce.

  • Dziękuję Pawle za rozmowę

I ja dziękuję.

 

Rozmowę z Pawłem Buczkiem przeprowadził Mateusz Kitka

Podcast wykorzystuje muzykę na zasadach licencji CCA 4.0:
Twin MusicomHat the Jazz – na licencji Creative Commons Attribution (https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/)
Redakcja TGhttps://www.twojeglubczyce.pl
Wydarzenia, newsy, wywiady, fotorelacje z gminy Głubczyce. Portal współpracuje z miesięcznikiem "Głos Głubczyc" i TV Pogranicze. TwojeGlubczyce.pl to Twój portal regionalny! Jeśli masz informację o ciekawym wydarzeniu, napisz! kontakt@twojeglubczyce.pl tel.: +48 600 806 804