Tak było… Regina Mac

0

Historia Pani Reginy Mac, porucznika AK ps. “Rysia”


Poniżej przedstawiamy jedynie fragment ze spotkania z Panią Mac. Jednakże jest on na tyle ciekawy, poruszający i wartościowy iż zdecydowaliśmy się na jego publikację w takiej formie. W najbliższym czasie dołączymy także zapis audio, tak by można było odsłuchać tego co Pani Regina miała do powiedzenia.

Redakcja

por. Regina Mac, ps. “Rysia”

[…] Tak się znalazłam na Śląsku, bo szwagier był kolejarzem, więc go przenieśli aż do Lubawki – na granicy czeskiej. Ja wyjechałam do siostry, ukrywałam się u niej. Chodziłam do szkoły przemysłowo-włókienniczej w Kamiennej Górze.

Po jakimś czasie, chyba jak Gierek doszedł do władzy, zwrócili nam ten majątek ale uszczuplony. Starzy, zmęczeni ci rodzice…

Proszę pytać, tyle wspomnień, przeżyć. Jak człowiek musiał nie raz przez las, wieczorem albo późno w nocy przesiedlić. Że często nogi wrastały mi w ziemię a włosy dęba stawały. No ale to się wszystko przeżyło.

[Audytorium] – Proszę powiedzieć, kiedy skończyły się już te prześladowania. Czy za Gierka czy wcześniej?

[RM] – Prześladowania? Po amnestii jeszcze trwały. Jeszcze szukali zaczepek i prowokowali po prostu, ludzie ginęli. Jeszcze wywozili po ujawnieniu w ‘47 r. była amnestia.

[A] – A Pani kiedy zaznała spokoju?

[RM] – Od 47 r. ujawniłam się, ale to już wcześniej wyjechałam na Śląsk. No ale np. mój dowódca pododdziału z żoną wyjechali do Warszawy bo zdawali sobie sprawę, że w tym środowisku było dużo „parobków” z folwarku no i nawet jak brat dostał pracę był nauczycielem, to ciągle miał jakiegoś szpiega w czasie lekcji. I w końcu był bunt z ich strony, że taki „bandyta” nie może dzieci uczyć. Takie były czasy.

Po ujawnieniu, po amnestii prowokowano ludzi, oni ginęli. Był taki przypadek, sportowiec sławny miał „zaocznie” wyrok śmierci. Wyjechał, też ukrywał się. A ponieważ złapali 5 kolegów, i wśród nich był też jego brat. Młodzi ludzie, 19-20 lat. Złapali, zrobili publiczny sąd i zaraz wieczorem bez prawa jakiejś obrony, zostali zabici za posterunkiem milicji. Tam były takie stawy, bagna i tam ich też pochowano. I ten starszy brat przyjechał po amnestii, żeby dostać zezwolenie na ekshumację tych zwłok. No niestety. Zostały jakieś dokumenty w Trajanowie, jak był aresztowany, więc pojechał po nie, wszystko załatwił. Stał na przystanku, podjechał samochód. Dostał serię z automatu i po człowieku. Tam ginęło dwoje, troje mężczyzn z jednego domu, którzy walczyli. Albo na Majdanek byli wywożeni jeszcze za czasów okupacji niemieckiej.

Albo były takie sytuacje, że uczeń profesora, właśnie tego mojego nauczyciela, spotkali się bo ten uczeń był już porucznikiem milicji – a zastępca komendanta, Pan Antoszczak jechał podwoziem – podjechał i zabił go. No… no wie Pan, to było okropne. Nie wiem jak to nazwać tą walkę. I jeszcze później się mścili na jego żonie. Jak żona szła z jednej do drugiej miejscowości, to samochód pełny wojska chciał ją przejechać. Ona jeszcze się zorientowała i skoczyła do rowu. To byli nauczyciele, ona była nauczycielką.

[M. Żukowski] – Pani Regino, nie będzie chyba przekłamaniem i tu do Pana Mariana także kieruję pytanie – jeżeli stwierdzimy, że amnestia w 47 r. była nie po to żeby ludzi z lasu wypuścić, ale żeby ludzi z lasu wyłapać

[RM] – Szczególnie dowódców. Mój dowódca pododdziału z żoną wyjechał do Warszawy, tam się ukrywał i tam go znaleźli. Otoczyli dom i w zasadzie to nie oni go zabili, ale on nie miał wyjścia i sam z żoną się zabił. A „Orlika” w jaki sposób? Jechał na podwoziu z jakiejś narady, koń mu okulał. Dał konia do kowala – chociaż żołnierze go ostrzegali, że tam wojsko stacjonuje i żeby tego nie robił – no ale nie wiem, czy on był taki zmęczony czy co… Też go zabili. Jak psa. Otoczyli ze wszystkich stron. Był parę kroków do lasu. Najpierw dostał w kolano, później w rękę i też już nie widział dla siebie wyjścia. Wziął się zastrzelił. Tak ginęli dowódcy.

[M. Markiewicz] – Chciałbym to potwierdzić, to co koleżanka mówi, to jest autentyczna prawda. Tak właśnie było. I dziękuję za wsparcie. Koleżanka mówi o tym, tak jak było po wojnie. I co przeżyła, jakie niebezpieczeństwa były, jaka obłuda, kłamstwo. Niby niepodległe państwo a państwo sowieckie było.

[RM] – Oczywiście, że tak. Przecież oni robili sobie grunt dla własnej republiki. A ci byli niewygodni dla nich za zapatrywania.

[A] – Ja mam do Pani pytanie. Przecież musiała Pani tą swoją tożsamość i przeżycia ukrywać. Już nawet po 47 r. i nie mogła Pani pochwalić się tym, że walczyła.

[RM] – Absolutnie! W zakładzie pracy?!

[A] – Czy władze komunistyczne wiedziały o Pani przeszłości czy nie?

[RM] – Przecież oni mnie aresztowali w Rykach. A na Śląsku nie meldowałam się. Siedziałam u siostry. Dojeżdżałam z Lubawki do Kamiennej Góry, byłam dość rosłą dziewczyną, rozwiniętą. Jak mi się za bardzo jakiś oficer przyglądał to nie raz w biegu uciekałam z pociągu. Byłam przestraszona tym aresztowaniem, biciem. Takie podchody różne. Listy do mnie pisali. Gdy wyszłam z aresztu to oficer do domu listy pisał a mama z powrotem je odsyłała. Oni nawet wchodzili w układy, w małżeństwa żeby jak najszybciej rozbić. Mieli dużo doświadczenia. Wojsko stacjonarne pomagało im. Aresztowało nas.

W 39 r. nam się wszystko spaliło. Wszystkie zabudowania, żywność, wszystko. Wiele osób, bo to były kiedyś rodziny wielodzietne. W końcu mieliśmy własny las, budulec, rodzina, kuzyni pomogli nam – wybudowaliśmy olbrzymi dom, zabudowania gospodarskie. No więc złodzieje myśleli, że my mamy złoto albo dolary. Puścili nas i zabrali wszystko, została tylko ta bielizna co w praniu była. Nawet krawaty bratu zabierali. Zbudziło nas słońce dopiero gdzieś w południe, mama otworzyła drzwi a tu słońce obudziło. I jeszcze przyjechali i zabrali nam, ale co mieli zabierać? Tyle młodych ludzi po prostu nagich zostało. Jak kto mógł tak sobie radził. I ojciec bimber robił, brat handlem się zajął. Ten teren, powiat Ryki to typowo rolniczy.

[A] – Czy pamięta Pani 1 września 1939 r. kiedy wybuchła wojna, kiedy dowiedziała się Pani że wybuchła wojna.

[RM] – Proszę Pana, u nas bombardowali 10 września i to była taka sytuacja, że u sąsiada w sadzie stał autokar, niby turyści a to byli szpiedzy niemieccy. To była wie Pan, taka sytuacja, że my w promieniu 6 km była fabryka amunicji. A na stacji, 3 km odległości, stały pociągi z dynamitem, prochem i innymi takimi. Nas ewakuowano, wywieziono zupełnie. Ojciec tylko został. To była taka piękna, słoneczna pogoda w niedzielę, a ci „turyści” tylko lusterkami dawali znać samolotom. A to byli bezwzględni. Do wszystkiego tylko co się ruszało zrzucali bomby i z automatu strzelali.

[A] – Ale samego 1 września, Pani wiedziała, że jest wojna? Wtedy nie było odbiorników radiowych, środków przekazu

[RM] – A były, były, proszę Pana! No nie wszyscy mieli, ale sąsiad miał. Ludzie zbierali się i słuchali.

[A] – Także wiedziała Pani?

[RM] – Tak, oczywiście że tak. Kazali nam kleić szyby, przygotowywali, że w razie gazu to trzeba mokre prześcieradła ubierać, nakładać, aby się bronić. Jeszcze taki moment pamiętam, że wojsko gen. Kleberga cofało się, i bez przerwy szli i szli, że nie można było nawet przejść z jednej na drugą stronę. On się tam jeszcze jakoś bronił, walczył. To był Kock, Wola Wołowska – tamte strony. To pamiętam. A kobiety, co mogły gotować do tych menażek i tam dawali.

Pamiętam taki moment jak dwóch smarkaczy rozbroiło żołnierzy niemieckich. Najechało się tego wojska niemieckiego, zaczęli palić, strzelać, aresztować. Coś okropnego. Mój brat chciał uciec przez płot do sąsiada. Chciał uciekać, niemiecki żołnierz z karabinem maszynowym szedł. No i moja siostra wyskoczyła i zaczęła po niemiecku do niego mówić, no a on był zszokowany tym faktem. Brat zdążył uciec, to też przeżyliśmy grozę.

Jeszcze pamiętam jak powstanie warszawskie powstało, tj. 100 km do Warszawy. Było widać ciągle łunę jak płonęła Warszawa. No i partyzanci szli na odsiecz powstańcom. Nasz dowódca był bardzo dobrym taktykiem. Nie wypuścił grupą, ale tylko po kilka osób. I ta pierwsza dwójka, czwórka została zaraz aresztowana. Niech Pan powie skąd ci ruscy wiedzieli, skąd, gdzie, kto ma placówki, że byli aresztowani?! A z niektórych ugrupowań to jeszcze nie zdążyli wyjść z miejsca i byli wszystkich zabrali i na Sybir wyrzucili. No i po kilku dniach doszli do Garwolina, 36 km bo nie było szans się przedostać.

[A] – Pamięta Pani moment, kiedy ci Niemcy doszli do Państwa domów? Jak to się odbywało?

[RM] – Tak. Dom się spalił. Były zgliszcza, ale podbudowa tego domu była kamienna, bardzo wysoka i tam mieszkaliśmy. Gotowaliśmy na tych zgliszczach i proszę Pana, na motocyklach Niemcy jechali. Myśmy jak szczury uciekali przestraszeni.

Albo jeszcze wcześniej szłam do apteki po lekarstwa dla partyzantów, bo na mnie zawsze się wysługiwano. Nagle samolot, nasz samolot – schylił się i machał. Ale zaraz niemiecki nadleciał i zaczęła się wojna w powietrzu.

Miałam 10 lat jak wojna się zaczęła.

[A] – Jak wspomina Pani moment wkroczenia Armii Czerwonej w 44 r.? Jak to Pani zapamiętała? Tego tzw. „wyzwolenia”?

[RM] – A proszę Pana… To była radosna chwila! Przecież mój dowódca „Orlik”, przecież mamy na książkach wszędzie to zdjęcie jak wyjechał z całym swoimi żołnierzami witać ich. On po prostu witał wyzwoleńców.

Dopiero po paru dniach po spotkaniu z nimi, zorientował się, że to nie jest czysta sprawa. Dlatego kazał chłopcom broń schować i puścił wszystkich do domu. Bo bał się, żeby ich nie rozbroili i nie wywieźli na Sybir. A właściwie ten dowódca był aresztowany z tymi 16 oficerami i uciekł z pociągu. Bardzo dzielny człowiek, średniego wzrostu, szczupły, drobny ale wspaniały dowódca.

[A] – Ale jak Pani osobiście, jak zobaczyła, bo Pani miała takie odniesienie. Tutaj armia niemiecka, okupanci – a nagle wkracza całkowicie inna armia. Jakie było Pani odczucie? Jak to Pani zapamiętała?

[RM] – Za czasów okupacji niemieckiej było bardzo niebezpiecznie. Bo proszę Pana, upił się taki… już ja nie wiem jaką on tam rangę miał i strzelał po prostu. Łapanki były na ulicach, znęcali się nad ludźmi. Ludzie byli naprawdę okropnie traktowali.

[A] – Czyli wbrew wszelkim konwencjom.

[RM] – Niech Pan sobie wyobrazi, że kierownik szkoły prowadził komplety, tajne nauczanie. To proszę Pana, aresztowano go później i publicznie powieszono z innymi. Wspaniały człowiek i musiał tak zginąć? Prawdziwy Polak, prawdziwy patriota. I dlaczego ta Polska jest tak prześladowana? Jak nie wschód to zachód. Wiecznie coś.

Tyle ludzi zginęło. To jest dowodem to, że jeszcze teraz ludzi wykopują. Jeszcze nie wszystko znaleźli. Bo chciałam jeszcze napisać ws tego dowódcy z żoną. Bo oni, ich ciała zabrali i rodzina nie dostała tych ciał. Nie jest wiadomo gdzie są pochowani. A jak było z „Orlikiem”? Przecież jego zawieźli do Warszawy, w pobliżu Ryk. Tam zginął. Zawieźli go do Warszawy i jeszcze zdjęcie temu ciału zrobili. Rzucili do piwnicy, gdzie później była identyfikacja. Czy rzeczywiście to jest on. To jedna z łączniczek zauważyła, że ma obgryzione stopy. Szczury mu po prostu nogi obgryzły. I też nie oddali ciała rodzinie. Pochowali na cmentarzu w Warszawie na Bródnie. I zrobili szalety na tym miejscu.

[MŻ] – Tak, niedawno była ekshumacja tych ludzi w tym miejscu, tego skrytobójczego pochówku.

[RM] – Brat „Orlika” siedział w więzieniu i podsłuchał strażników, jak opowiadali sobie. Stąd dowiedział się, gdzie „Orlik” jest pochowany. Gdy wyszedł z więzienia, zrobili piękny pogrzeb, pomnik.

Szalety… tak zhańbić człowieka. Dlaczego? Bo się poświęcał? Nawet się nie ożenił. Uważał, że mu to będzie przeszkadzało.

[MŻ] – W związku z tym co Pani opowiada, wydaje się być takim elementarnym aktem sprawiedliwości – zmiana prawa, która nakazuje dekomunizację przestrzeni publicznej, prawda? Są jeszcze tacy, którzy twierdzą, że to nie była okupacja tylko wyzwolenie.

[RM] – Tak… „Wyzwolenie”… Zniewolenie. Okradzenie, bo przecież cały ten zachód niby nam dali, ale przecież nie wiem, czy ktoś widział jak pociągi dzień i noc szły na wschód. Wyszabrowali fabryki, magazyny. Wszystko co się dało było wywożone do Związku Radzieckiego. A partyzanci, Leopoldowie, w tej miejscowości koło Okrzei – nie wiem czy wiecie, ta Okrzeja gdzie Henryk Sienkiewicz tam się urodził, wychował w Okrzei. To o tej Okrzei mówię. No więc napadli na pociąg i pobliskim rolnikom kazali sobie wybrać wszystko co było możliwe. Ludzie skorzystali chociaż z tego, bo urządzenia rolnicze, i przeróżne rzeczy. To wszystko, np. nasza w Opolu cementownia, wszystko było wymontowane, wszystkie urządzenia, wszystko wykradzione. Ludzie mówią „nam dali ziemie odzyskane”… Wyzyskane!

[A] – A w Głubczycach się remontuje właśnie. Wyremontowany został pomnik ku czci Armii Czerwonej.

[RM] – I kto to na to pozwolił?

[A] – My. Nasz samorząd.

[RM] – No coś podobnego! A Pan Wojewoda co na to?

[A] – Pan Wojewoda na to, Pani Regino, tyle, że musimy poczekać aż ustawa dekomunizacyjna wejdzie naprawdę w życie, i wtedy Pan Wojewoda będzie mógł nakazać np. rozbiórkę takiego pomnika.

[RM] – Niech Pan posłucha. Bo to wina była tego pierwszego rządu, prawicy. Dlaczego nie zrobili od razu czystki? Myśmy się starali o taki mały pomnik na Placu Wolności jest postawiony. I staraliśmy się przez 4 lata nie mogliśmy dostać zgody z Rady Miasta. Bo oni nam przeszkadzali.

Kiedyś była urządzona uroczystość pod tym pomnikiem, to był alarm, bo to krzywda dla innych, którzy walczyli.

[A] – Pani Regino, przeżywamy dzisiaj też ten sam problem, w Głubczycach jest Pomnik Smoleński, poświęcony 96 osobom, które w trakcie katastrofy smoleńskiej zginęły. Więc przeżywamy to samo. Obecne władze nie pozwalają na wystawienie tablicy, bo nawet nie pomnika, Pan Marian wie, uczestniczył w spotkaniach corocznych, bo one są u nas cykliczne, nie co miesiąc ale raz do roku.

[RM] – To jest przykre. Pan Marcin mnie uświadomił, pokazywał tą tablicę.

[A] – A pomniki znajdują się na cmentarzu.

[RM] – No jak pozwolicie sobie na to, to zróbcie jakiś tam hałas. Teraz to modne.

[A] – Pani Regino robimy hałas, tylko wtedy kiedy robimy hałas taki prawdziwy, tak jak dzisiaj jesteśmy z Panią, to później się okazuje, że lokalna TV pokazuje nas jako „siewców nienawiści”. Bo robimy hałas. I dlatego też ten hałas robimy. My chcemy być „siewcami nienawiści” w takim sensie.

[RM] – Niech Pan słucha. A ci wszyscy, którzy tak gorliwie służyli Rosji, Związkowi Radzieckiemu, ci na wyższej półce, ja nie mówię o szeregowych ludziach. To byli Polacy?

[A] – Pani Regino, znowu się do Pani zwrócę. To są tacy sami Polacy jak ci, którzy dzisiaj są posłami i senatorami, a jeżdżą do Brukseli i donoszą na własny kraj.

[z audytorium] – To są wskazówki!

[RM] – To jest głębsza polityka. Bo ja z matką tego Pana działałam w związku 18 lat.

[A] – Ale sama Pani wie, że wszędzie są szpiedzy różni, że zawsze wszystko wiedzą.

[RM] – Ten sam pogląd, charakter jak jej syn.

[A] – Wiemy Pani Regino, o kim Pani mówi.

[MŻ] – Będziemy powoli zmierzać ku końcowi.

[RM] – Dobrze, ale jeszcze sernika zjem (śmiech).

[MŻ] – Panie Marianie, Pan tak się przysłuchuje, w roli raczej odmiennej niż zwykle, bo zazwyczaj Pan dużo mówi.

[RM] – Jeszcze chciałam dodać. Wtedy, kiedy mnie aresztowali, bili, nikogo nie zdradziłam. A chodziłam po placówkach. Wszędzie byłam. Kłamałam, kręciłam, także nawet po wyzwoleniu już, IPN z Lublina bratu przysłał nasze… no podpisy. Do wglądu dał ten protokół. No i bratu dziękował. Mówi: kłamałaś, ale jestem dumy z Ciebie bo nikogo nie wydałaś. Tyle go miałam. Byłam bita. A dowódcy brat był też aresztowany, dostał w tyłek i sypał! I ja nie miałam w celi, gdy podeszłam, kiedy napadł „Brzoza” w Dęblinie na Gminę. Więc ci dowódcy, ci śledczy też pojechali tam, pojechali po prostu bić się z nimi. Ja się przyczołgałam do drzwi tego Mariana, tego kolegi i mówię: co ty idioto pleciesz! Bo konfrontacje nawet robili. Z nim. Jeżeli coś mówiłam, czy zdjęcie mi pokazał, to mówiłam że nie znam, ja nie wiem. A wołali jego, Mariana „a kto to jest?” – a to jest jej brat. Do mnie z pyskiem zaraz. Ja mówię: „a weź! Przecież nie przyglądałam dobrze”. Ale pyskowałam niesamowicie. Nawet jak mnie aresztowali, mówiłam: „to jest takie wyzwolenie?! Dzieci po nocach budzicie i zabieracie?!”. Taka byłam pyskata, cóż. Ale jakoś.

[MM] – Druhu. Słucham z uwagą. Znają mnie przecież. Już mówiłem, ale tak składnie nie mówiłem jak koleżanka. A poza tym każdy z nas trochę inne losy przeżywał, ale w jednych czasach żyliśmy. Tak. Inne scenariusze trochę były, takie stosowne do sytuacji. Trzeba było okłamać, wybrnąć. Badało się, słuchało się co oni wiedzą o nas. Stosownie do sytuacji Regina musiała się przystosować. Ja słucham ją z uwagą. Niewiele mam tu do powiedzenia. Ona reprezentuje to wszystko, co przeżyła. I ci, którzy polegli, którzy towarzyszyli jej, wspomina „Orlika” i innych bohaterów. I to jest chwała jej. Dziękuję, dziękuję że jesteś świadkiem na tym terenie. No co ja będę tu mówił. Cieszę się.

[RM] – Ale tak jak oni bili, to sobie nie wyobrażasz. Spotkałeś się z takim faktem? Przecież przewrócił krzesło i dwóch takich bydlaków, takimi pytami po lędźwiach i pod kolanach, żeby nie zostawiać śladów.

[MM] – Droga Regino. Nie zamierzam się licytować. Każde z nas swoje przeżył. Słuchaj. Z podziwem patrzę na Ciebie i pochylam czoło przed Tobą. Wdzięczny jestem, że zaprezentowałaś tu w naszym środowisku, w którym ja żyję. No ale wiesz, Ty jesteś młodsza, dużo bardzo przeżyłaś, a ja swoje przeżyłem i nie zamierzam Tobie w czymś uchybić. Ty jesteś bardzo ważnym świadkiem, wiele przeżyłaś. Naprawdę. Druhu. Ja tu nie mam nic do powiedzenia. Oni mnie znają, a Ciebie nie znają. Co masz do powiedzenia, mów. Cieszysz się uznaniem. Widzisz, słuchają Ciebie.

[RM] Co chcę jeszcze powiedzieć, bo mi myśl ucieknie. Jak brat zmarł, to było chyba 14 lutego, była straszna zaspa. Śnieg padał. Przyszliśmy na cmentarz, oglądam się – wszystkie aleje wypełnione ludźmi, wojskiem, Kompania Honorowa, orkiestra z Dęblina z lotniska. Oddychać nie można było, bo bez przerwy śnieg strasznie padał. A tu z takimi honorami brata właśnie chowali. I jeszcze później senator od nas, z Ryk, na posiedzeniu Sejmu jego biografię czytał. Mam to pismo. Chociaż tyle mu wynagrodzili. A też był aresztowany, był bardzo bity, że aż mu ciało popękało. I to u nas w Rykach milicja „kochana”. Do tego stopnia, że siostra moja, a była świetną uczennicą, bardzo zdolna, i temu UB’owcowi pomagała wypracowania pisać i w nauce pomagała. I kiedy poszła do niego, żeby zwolnił brata, bo był w tej grupie tych 5 co później zabili – to mu nogi całowała. Takiemu draniowi. Ale wcześniej był tak strasznie [pobity], że on krwiak miał, bo kolbą dostał w głowę i chodził z takim krwiakiem. Za co, ja się pytam? W jakich warunkach oni żyli?

Nieraz musieli w lesie spać, czy deszcz padał, czy śnieg, czy mróz. Jeżeli jakiś chłop udostępnił im to mieszkanie, na słomie, na podłodze. Własnymi rzeczami, w których chodzili się okrywali. Musieli rano już wstawać, bo przecież rolnik wstaje wcześniej, musi się gospodarstwem zająć. No w jakich oni żyli warunkach? Niedomyci często, brudni, przestraszeni, bo każdy dzień, godzina była dla nich tak jakby ostatnia – bo nie wiadomo co dalej.

No tak jak powiedziałam, że za tą walkę z Niemcami, Polska Ludowa… po prostu… i stali, podziękowali, że musieli znów uciekać do lasu i tułać się. I teraz się na nich mówi „bandyci”. Chcieli normalnie żyć, pracować, uczyć się. Nie pozwolono im.

[A] – Byli bandytami, bo chcieli wolnej Polski. A mowy takiej nie mogło być, bo ta Polska była sowiecka kolonia i nie było dla nich miejsca. Tacy jak Pani, Pani rodzina, byli skazani na śmierć.

[RM] – To nie tylko moja rodzina była tak potraktowana, ale wielu, wiele rodzin.

[A] – Wszyscy, którzy coś sobą reprezentowali, jakiś posiadali majątek byli wrogami ludu – tak to się nazywało. De facto nie mieli prawa istnieć. To jest wielkie szczęście, że dzięki tym życzliwym ludziom, tak jak Pani mówi, nawet znajdujących się w tych kolaboracyjnych wojskach polskich, kolaboracyjnych z sowieckimi wojskami

[RM] – On dostał rozkaz i szedł, ale w nim jeszcze coś innego drzemało.

[A] Oczywiście. Oni też byli jeszcze, dzięki Bogu byli z dobrych domów, jakoś wychowani. Bo w innym przypadku, gdyby to się odbyło jeszcze bardziej restrykcyjnie, to nigdy byśmy się nie spotkali, podejrzewam.

[RM] – Wie Pan, była taka sytuacja, że zabito tego porucznika, który zabił nauczyciela. No i podejrzewali starszego brata. Przyjechali, zabrali go. Więc my z siostrą na rowerach, to była jesień, mżawka, ja brzuch miałam na kolanach, z takim bólem 10 km na rowerze, pojechałyśmy zrobić rozeznanie gdzie brata umieścili. I rzeczywiście kucharki nam zdradziły, gdzie ten brat jest.

Jak się przyczepił do nas ruski, szczególnie do mnie, spodobałam mu się. Ale ja wiem w czym to rzecz. Żeby zdobyć informacje, żeby jak najbardziej rozwalić WIN. Czepiłam się, i to prowadzał mnie, a oni zabrali taki dworski pałacyk. Na dole były tam jeszcze pomieszczenia, a na górze szkoła rolnicza chyba. No i on ciągnął mnie po tych korytarzach, w końcu złapał mnie i się mu wyrwałam. Tam była warta polskich żołnierzy. Ja mówię „Panowie ratujcie mnie, bo mnie ruski chce zgwałcić!”. Czepiłam się tych żołnierzy i miałam spokój. Ale on nie popuścił. Zwolnił brata, bo powiedział, że jeżeli was zwolnili, bo nas zwalniał – mnie i siostrę – to rodzice będą płakać, że brata mam. Taki ruski oficer. Polscy oficerzy też byli i ten ruski. I on się w końcu w niedzielę, bo brat, ja z tym chorym kolanem, leżałam na łóżku. Patrzę Wilija zajeżdża. I on od razu mnie do pokoju wciska, bo on chce mnie tam gdzieś do Otwocka wieźć, bo ma dużo rzeczy poniemieckich, bo on chce żebym ja jego żoną została. Boże! Przeraziłam się! Odepchałam go, mówię: u nas jest taki zwyczaj, że jak goście są to trzeba „vódku” poszukać. Poleciałam do tego UB’owca matki, ona świetnie mówiła po rosyjsku i mówię: Pani, ratuj mnie bo taka sytuacja jest. No i w końcu on po drodze nas spotyka, Wilji syn podjeżdża bo się nie może doczekać na mnie. Ona wręcza mi tą wódkę, bo nie mogliśmy znaleźć, więc żeby przyjął to od nas. On mówi, że nie, że on przyjdzie jutro do nas. On nie chce tej wódki, on jutro przyjdzie. Ja z siostrą ukryłyśmy się. Co wyjrzę, tam u sąsiadów światło się świeci. Cały dom oświetlony. No bo po prostu oni wkradali się w te rodziny, żeby rozpracować i o to im chodziło.

Jakaś wizytacja jechała, wojskowa, i to światło ich zainteresowało dlaczego to takie oświetlone. Wtedy to jeszcze była godzina policyjna, czy nie wiem jak to było, i zabrali go. I był spokój. Takie sytuacje różne.

[MŻ] – Pani Regino, będziemy kończyć.

[MM] – Proponuję oklaski!

 


Poprzedni artykułPodróże z lotką Jadwigi Ślawskiej-Szalewicz
Następny artykułYONEX Lithuanian U17 2017
Wydarzenia, newsy, wywiady, fotorelacje z gminy Głubczyce. Portal współpracuje z miesięcznikiem "Głos Głubczyc" i TV Pogranicze. TwojeGlubczyce.pl to Twój portal regionalny! Jeśli masz informację o ciekawym wydarzeniu, napisz! kontakt@twojeglubczyce.pl tel.: +48 600 806 804