Niemen w wolnym i nie-wolnym czasie

0

W poniedziałek 11 września w Miejskim Ośrodku Kultury w Głubczycach mieliśmy okazję posłuchać Niemena sprzed 50 lat


Z Panem Ludwikiem, właścicielem kolekcji winyli Czesława Niemena planujemy porozmawiać w najbliższym czasie, ale udało się nam zamienić kilka zdań z dyrektorem Miejskiego Ośrodka Kultury w Głubczycach, Panem Zbigniewem Ziółko na temat pasji, hobby i szeroko rozumianych zainteresowań. Dlaczego? Tematem wywoławczym jest oczywiście wystawa a w zasadzie muzyka. Muzyka nie byle jaka, bo poezja Norwida ubrana w piękną interpretację polskiego barda.

Po co nam pasje i zainteresowania? Czy człowiek bez nich nie jest szczęśliwy i naprawdę wolny? Zainteresowania, spędzanie wolnego czasu “tak jak się chce” dodaje człowiekowi dobrej energii. Wpływa na jego rozwój, harmonię i pomaga odnaleźć siebie, swoją ścieżkę w życiu.

Zbigniew Ziółko, radny Sejmiku Województwa Opolskiego. Dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Głubczycach

– Myślę, że taka wystawa jest robiona chyba pierwszy raz, odkąd przynajmniej ja pamiętam, o takiej tematyce i z tak ciekawymi eksponatami.
Na wystawie jest ponad 100 oryginalnych okładek płyt i to klasyki rocka; ale nie tylko, także światowych. Dobrze, że są tacy zapaleńcy. Myślę, że ci którzy słuchają tej audycji i zobaczą to w TV Głubczyce i być może zajrzą między 17:00 a 20:00 na wystawę do MOK’u – być może wśród nich są pasjonaci, którzy będą chcieli podzielić się tym, co uwielbiają, czym się interesują, czym się zajmują – pokażą się ludziom.

Takich zbiorów jak ma Ludwik, szkoda trzymać w domu pod kluczem. To są już naprawdę zabytki

Patrz i słuchaj się Niemena / © fot. M. Kitka

Gdy usłyszałem pierwsze utwory, puszczane na wystawie z singla na gramofonie – przypomniałem sobie z czasów mojej młodości jak z zapartym tchem stałem w kolejkach, w dawnej Polsce aby kupić jakąkolwiek płytę.

Nie mówię o światowych wykonawcach, ale o płytach Break Out’u, Czerwonych Gitar. Po prostu stało się w kolejkach i miało się wypieki na twarzy jak wracało się do domu, żeby to odsłuchać.

To samo było ze sprzętem, w wielkich kolejkach człowiek stał aby mieć w domu lepsze radio czy posłuchać stereo. Mój tato św. pamięci, gdy usłyszał pierwsze radio, które podłączyłem a nie miało jeszcze anteny, mówił, że to nie jest stereo tylko szmereo – bo to wszystko szumiało. Dlatego tutaj można powspominać tamte dobre czasy.

To, co w tej chwili prezentują media ma niewiele wspólnego z muzyką. To jest zbiorowisko bitów, jak to mówi młodzież

Jeszcze niektórzy próbują się wzorować i robić remake czy covery starych utworów klasycznych. W tej chwili wszyscy chcą wracać do lat ’60, ’70, ’80 i bawić się na imprezach właśnie przy tej muzyce. Niedawno moja córka miała 18-stkę i tam nie było innej muzyki, nie ja namawiałem ją do tego, tylko po prostu ona się mnie zapytała kompletując utwory kogo warto byłoby, co by jeszcze mogło się znaleźć.

Bardzo często grupa, którą po raz pierwszy słyszała, robiła na niej i na jej znajomych takie wrażenie, że byli zwyczajnie zafascynowani właśnie takim rodzajem muzyki. Bądźmy otwarci na takie rzeczy.

Ja w tym momencie, korzystając z tego, że możemy chwilę porozmawiać, apeluję – jeżeli macie Państwo niekoniecznie z muzyki, może z fotografii, może z plastyki rożne zbiory – być może są to korki, kapsle od napojów wyskokowych i niewyskokowych, ale jakiekolwiek zbiory, to wszystko to jesteśmy tutaj w stanie pokazać.

Trzeba pokazać zwłaszcza młodzieży, że warto się pasjonować, że warto oderwać się na chwilę od klawiatury komputera czy smartphone’a. Można się zainteresować różnymi rzeczami i być może obudzić w sobie jakąś pasję. Nie tylko do kolejnej gry na xbox’ach czy na nintendo.

Zapraszam na wystawę “Patrz i słuchaj się Niemena”. Zostało tylko 2 tygodnie. Codziennie od 17:00 do 20:00 serdecznie zapraszamy. Warto zobaczyć

TG: Zachęcał Pan młodzież właśnie do pasji, do tego żeby można było coś więcej od siebie dać, coś być może poszukać. Kim jest Pan Ludwik, bo jest to bez wątpienia człowiek z pasją. Jak on się uchował, jak znalazł się taki pasjonat w Głubczycach?

Patrz i słuchaj się Niemena / © fot. M. Kitka

Dokładnie jego historii nie znam. Nie zdążyłem z nim porozmawiać na ten temat, jak się zaczął zajmować się zbiorem winyli. Pamiętam go jednak od zawsze.

W każym bądź razie myślę, że gdzieś coś musiało zaiskrzyć. Może gdzieś był pierwszy raz na koncercie, gdzieś posłuchał muzki. Może rodzice kupili mu pierwszą płytę, może sam gdzieś słuchał to co oni słuchali i zaczął się fascynować pewnymi płytami, które ja już bałem się, że nie wrócą – a tu proszę, winyle wracają do łask. Zaczyna się nimi pasjonować coraz większa liczba osób.

Na początku tylko DJ’e, którzy używają ich do efektów specjalnych, teraz ludzie zaczynają kupować płyty winylowe zupełnie nowej, wydawanej współcześnie muzyki. Dlatego, tak jak mówię, warto do nas przyjść. Pan Ludwik będzie za każdym razem przez te 2 tygodnie. Zobaczycie go osobiście, porozmawiacie sobie z nim, zobaczycie jaka to jest kopalnia wiedzy, ile można się od niego nauczyć.

W tytule wystawy jest “Uczcie się słuchać Niemena”. Niemen nie tylko pięknie śpiewał, nie tylko miał piękne interpretacje, ale miał przepiękne teksty. Pamiętajmy o tym, że był jednym z najlepszych wykonawców Norwida

Przecież to jest strasznie trudna poezja, a on potrafił to zaśpiewać. Słuchałem kiedyś wywiadu z Michałem Urbaniakiem, bo oni mieli wspólną przygodę w USA – Urbaniak i Niemen. Właśnie on mówił, że swoją przyszłość muzyczną Niemen przegrał przez Norwida. Tak się uparł na to by właśnie jego śpiewać. A to jest poezja za ciężka, niezrozumiała dla tamtego świata. Ona jest po prostu polska, typowo polska i dlatego nikt nie chciał tam tego słuchać. Niemen uparł się, że musi to śpiewać czego efektem było, przynajmniej wg Urbaniaka, to że przegrał za oceanem.

Nawiasem mówiąc moja córka pojechała na Woodstock i jeden z najlepszych koncertów, wspomina, to był koncert właśnie Urbanatora, czyli koncert Urbaniaka, muzyka jazzowa.

To jest ważne, że młodzież chce tego słuchać. Na tym koncercie było mnóstwo ludzi. Woodstock pokazuje bardzo szerokie, wielkie spectrum muzyczne. A nasze media niestety coraz częściej puszczają to co wg mnie, z muzyką ma niewiele wspólnego. Jeszcze do tego dochodzi fakt, że wykonawca nie umie śpiewać, a jest “gwiazdą” i nikomu to nie przeszkadza… No mnie serce boli. Niestety.

TG: Zapytam jeszcze o Czesława Niemena, bo on podobno był w Głubczycach w latach ’50 lub ’60.

Ja myślę, że na pewno występował. Nie pamiętam tych czasów dokładnie, w każdym bądź razie, kiedyś było zupełnie inaczej. Wykonawcy wtedy, to nie tak jak teraz, że życzą sobie strasznych gaży za koncerty. Wielu wykonawców w Polsce nie chce słyszeć, żeby wystąpić za mniejsze pięniądze jak 80, 90 tysięcy z zespołem. Dlatego czasami ludzie zastanawiają się dlaczego na dniach miasta nie ma repertuaru, który chcieliby mieć. Powód jest prozaiczny, na takie koncerty stać jest jedynie duże miasta, w których są sponsorzy, którzy płacą duże pieniądze za takie koncerty.

Kiedyś istniała tzw. “estrada polska”. Jeszcze pamiętam, że funkcjonowała gdy obejmowałem stanowisko dyrektora MOK’u. Nie było takich sytuacji w latach ’50, ’60, ’70, że ktoś był gwiazdą za niesamowite pieniądze. Występował po prostu za więcej lub mniej. Stawki ustalała estrada. To były dla zespołów naprawdę niewielkie pieniądze. O tym mówił Marek Piekarczyk na ostatnich dniach miasta. Czasami na bilet do domu nie wystarczało.
W Głubczycach pamiętam występy Niebiesko-czarnych, Bajmu, 2+1, Skaldów, Czerwonych Gitar – oni wszyscy tu byli. Jeszcze w “starym kinie”, w browarze było kino “Sudety”. Stało się tam w potwornych kolejkach.

To nie były też tylko gwiazdy polskie, bo występowały w tym kinie zespoły znane z krajów tzw. “demoludów”. Byłem na koncercie Omegi w Głubczycach, Lokomotive, GT, byłem na Bijelo dugme, z które wywodzi się lider Goran Bregović, który w tej chwili jest sławą światową jeśli chodzi o wykonywanie muzyki rockowej z elementami folku bałkańskiego.

Wszystkie te czeskie zespoły, jeszcze wtedy czechosłowackie, też bywały w Głubczycach. Jeździli po krajach “demoludu”, stawki były nieduże i bilety były też przez to dostępne dla zwykłych ludzi. Dziś, umówmy się, jeżeli na sali docelowo jest 300 miejsc, to jeżeli ktoś sobie życzy za koncert np. 20 tys. zł, to jeżeli podzielimy to, to minimalna stawka musi kosztować 80 zł za to, żeby pójść na kabaret do sali. To są zupełnie inne czasy. Kultura skomercjalizowała się, wykonawcy także.

To nie jest oczywiście złe. Jednak nie wszystkich na to stać. Poza tym my się jeszcze różnimy mentalnie od wielu krajów, które prędzej coś takiego przeżywały.

Byłem w kilku domach w Niemczech czy we Francji, gdzie ludzie w przedpokoju wieszają w specjalnych tablach, dobrze oprawione bilety z imprez na których byli. To w jakiś sposób nobilituje ich, jest dla nich tzw. zdrowym snobizmem. Oni chwalą się w ten sposób obecnością na tej czy innej imprezie.

TG: To są też wspomnienia.

Oczywiście że tak. Jeśli ktoś przychodzi, widzi bilety, pyta gdzie byli, oni pokazują, opowiadają. U nas z kolei ta mentalność polega na czymś innym. Nie żeby pokazać, że ma się bilet, ale że ma się znajomego bramkarza i się weszło za darmo.

Jeszcze długa droga w zmianie mentalności, ale do tego też dojdziemy. Nie możemy być jednak zalewani taką ilością chłamu, który ktoś nazywa muzyką, który ktoś nazywa często teatrem – a niewiele ma z nimi wspólnego

Przekaz ten jest dedykowany tylko dla wąskiej grupy, albo jest nieprzystępny, niezrozumiały, źle zinterpretowany. Albo tak jak w przypadku muzyki – i to w mediach publicznych – buduje się z pewnej muzyki prawie “ołtarze”. To nie jest misja, która ma być spełniana. Misja ma pokazywać, że istnieje muzyka klasyczna, że istnieje taka muzyka, ale obok tej muzyki, mają być pokazywane inne jej rodzaje, aby ktoś miał prawo wyboru, by mógł zobaczyć czy mu to pasuje czy nie.

Dlatego cieszę się, że możemy robić koncerty z wolnym wstępem albo za symboliczne pieniądze. Owszem, to nie są gwiazdy z pierwszych stron gazet, ale są to zawsze bardzo dobrzy wykonawcy. Być może ktoś tego “bakcyla” złapie, którego Ludwik złapał.

Ludzie nawet nie wiedzą, jak dużo osób z Głubczyc jeździ na koncerty. Nie tylko po Polsce. Jeżdżą także do Pragi, do Ostravy. Jeżdżą na bardzo dobre koncerty, ale się tym nie chwalą. Być może najwyższy czas, by pokazać, że tak wspaniale można spędzić czas, mieć potem wspaniałe wspomnienia. Przy okazji zobaczy się nowy kraj, nowe rzeczy. Dlatego ja, osobiście do tego zachęcam.

Przykład pasji podróżniczej. Namawiałem wiele osób, by pochwaliły się swoimi podróżami – no ale znowu chyba wygrała obawa przed złym odbiorem opinii publicznej.

Może ktoś zapyta za jakie to pieniądze, skąd go stać go na to. A ludzie bardzo często jeżdżą nie przez biura turystyczne. Znam parę takich osób, które same układają sobie marszrutę. Jadą różnymi dziwnymi sposobami. Potrafią pojechać, polecieć samolotem prawie na drugi koniec świata za 1500 zł, bo tak sobie połączą linie promocyjne. Do Londynu można polecieć za 90 zł. Ludzie ci wyprzedzają 2, 3 lata do przodu rezerwacje i sobie to wszystko organizują.

Ale robią to. Z kolei czy ktoś w to uwierzy, że tyle trudu wkładają w to, aby tam tanio pojechać? Może dlatego nie chcą się z tym obnosić.
W każdym bądź razie szkoda.

TG: Szukajmy pasji, miejmy pasję. Nie liczy się ilość, liczy się jakość.

Tak, ja zawsze mówię, zawsze miałem pasję. Kiedyś to było żeglarstwo, fotografia. Teraz od zeszłego roku mam nowe zajęcie. Zacząłem jako żeglarz kontynuować to trochę inaczej. Kupuję modele do sklejania jachtów i statków. Początki były ciężkie, ale zaczyna mi to coraz lepiej iść.

Gwarantuję Państwu, można zapomnieć o problemach dnia codziennego i nie zauważyć, kiedy się robi 3 w nocy, kiedy człowiek ślęczy w okularach na nosie z drobną igiełką i moczy w kleju kawałek nitki, żeby przykleić ją w tym a nie w innym miejscu. Człowiek nagle się opamiętuje, patrzy na zegarek, mówi wypadałoby iść spać, jutro idę do pracy. Ale nawet nie wiedzieć kiedy, zeszło mu 7 godzin przyklejania czegoś.

TG: Wobec tego czekamy na wystawę jachtów i statków.

Tak, ale trzeba będzie jednak trochę poczekać. Model w zależności od stopnia skomplikowania, potrafi zająć i 2 miesiące. Jak zacząłem w sierpniu tamtego roku, do lutego zdążyłem skleić 3 takie modele statków. Wiele osób jest zaskoczonych, że chciało mi się tak “bawić” i tak drobne elementy malować, kleić. Nigdy nie jest za późno na pasje, aby czymś się “zarazić”, znaleźć dla siebie jakieś zajęcie.

Nie mogę nadziwić się tylko tym osobom, które mając 50 lat czy nawet 45, mówią, że chciałyby iść na emeryturę. Rany boskie! Co ja bym na emeryturze miał robić! Chciałbym jak najdłużej mieć jakieś zajęcie, jak najdłużej coś robić.

TG: Dziękuję za rozmowę

Dziękuję.

Z dyrektorem MOK w Głubczycach, Panem Zbigniewem Ziółkiem rozmawiał Mateusz Kitka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Wprowadź swoje imię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.