Pierwszy listopada Święto Wszystkich Świętych już za nami. Potocznie nazywany Świętem Zmarłych, po nim Dzień Zaduszny. Dwa dni wcześniej 29.10 obchodzone jest coraz bardziej popularne Halloween.


Przemijanie, pamięć, czas

Wszystkich Świętych Głubczyce / © fot. M. Kitka
Wszystkich Świętych Głubczyce / © fot. M. Kitka

Pod koniec października cmentarze do tej pory niemi świadkowie żalu ostatecznych rozstań zaczynają tętnić życiem, częściej odwiedzane, porządkowane. To niechybny znak, że nadchodzi 1 listopada Dzień Wszystkich Świętych.

Spiesząc odwiedzić nagrobki naszych najbliższych, zapalając symboliczne światełko oddając się zadumie zadajemy sobie pytanie czym ono jest dla nas. Rytuałem, który należy spełnić, chwilą refleksji, obowiązkiem, a może czymś zupełnie innym.

Czym jest tak naprawdę obchodzone w tych dniach Święto? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie

Rzymskokatolicka tradycja czczenia świętych 1 listopada ma ponad tysiąc lat. Poprzedza ją święto, które obchodzono 13 maja. To właśnie 13 maja 608 roku (niektóre źródła podają rok 609 inne 610) papież Bonifacy IV postanowił, że Panteon, który otrzymał od cesarza, będzie świątynią Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Męczenników. Poświęcił ten obiekt i kazał w nim złożyć relikwie. Dzień 13 maja stał się dniem modlitwy za męczenników.

W roku 731 papież Grzegorz III przeniósł to święto na 1 listopada, natomiast w roku 837 Grzegorz IV postanowił, że tego dnia w modlitwach będą wspominani nie tylko męczennicy, ale wszyscy święci. Inne źródła podają, że 1 listopada jako osobne święto ku czci wszystkich świętych ustanowił w 935 roku papież Jan XI.

Tego dnia, po Nieszporach lub niezależnie od nich, na cmentarzu odprawia się procesję żałobną ze stacjami. Od południa dnia Wszystkich Świętych i przez cały Dzień Zaduszny w kościołach i kaplicach publicznych można uzyskać odpust zupełny, ale tylko jeden raz.

Narodziny Dnia Zadusznego przypadają na 998 r., kiedy to w klasztorach podległych opactwu Cluny zaczęto obchodzić 2 listopada wspomnienie zmarłych. Poprzez kluniackie klasztory zwyczaj rozpowszechnił się na północ od Alp. Dotarł także do Rzymu, ale dopiero około XII wieku. Z kolei w XV wieku wśród hiszpańskich dominikanów rozpowszechnił się zwyczaj odprawiania w tym dniu trzech Mszy św. przez każdego z kapłanów. Stopniowo papieże rozciągnęli ten przywilej wielokrotnego odprawiania Mszy św. na cały Kościół.

Obecnie 2 listopada Kościół w modlitwie z ufnością zwraca się do Boga, by zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią

Wszystkich Świętych Głubczyce / © fot. M. Kitka
Wszystkich Świętych Głubczyce / © fot. M. Kitka

Cześć oddawana osobom zmarłym ma bardzo długa tradycję sięgająca aż czasów pogańskich. W Rzymie obchodzono pogańskie rytuały w lutym każdego roku.

A na naszych terenach? Jak obchodzono Dziady, dziś znane z dramatu Adama Mickiewicza?

Nazwa dziady używana była w gwarach ludowych na terenie Białorusi, Polesia, Rosji, Ukrainy i różnych terenach przygranicznych. Inne regiony mogły mieć inne nazwy na poszczególne obrzędy, np. pominki, przewody, radecznica, zaduszki. Etymologicznie rzecz biorąc, dziad to po prostu bezimienny przodek. Dziady swą nazwę zawdzięczają zatem temu, że była to pora, w której wspomniane dziady wracały na ten świat, do swych dawnych domostw, po to by nawiedzić swoją rodzinę.

Istotę Dziadów stanowiła możliwość łączności ze światem zmarłych, z duchami przodków, które w pewnych szczególnych porach roku tymczasowo wracały do swych dawnych siedzib

W tradycji słowiańskiej szacunek przodkom oddawano nawet do sześciu razy w ciągu roku. Największe obchody przypadały jednak na wiosnę oraz jesień, przez co zwykło mówić się o Dziadach wiosennych i jesiennych. W różnych regionach Słowiańszczyzny różne obrzędy mogły się odbywać w różnym czasie. Przypuszcza się, że najważniejsze wiosenne obchody przypadały w okolicach początku maja, zaś jesienne na przełom października i listopada. Poza tym cześć zmarłym oddawano również przy okazji przesileń i równonocy. Duchy przodków były szczególnie często wzywane przy okazji obchodów tzw. Jarych i Szczodrych Godów – pozostałościami tych obrzędów są m.in. pisanki (symbol nowego życia, odrodzenia duchów przodków pod postaciami piskląt) bądź puste miejsce przy stole (przeznaczone właśnie dla niewidocznych dziadów).

Podczas obchodów Dziadów zabraniało się wykonywania praktyk, które mogłyby skrzywdzić duszę: nie wstawało się głośno od stołu, nie sprzątało się resztek jedzenia, nie wylewało się wody po myciu przez okno, nie palono w piecu i nie szyto. Wszystko po to, by dusza mogła spokojnie wędrować – by mogła przechodzić przez piecowy komin, tak by nie zaplątała się w nici lub nie została znieważona w żaden inny sposób.

Podczas praktykowania Dziadów dbano również o to, by wędrujące dusze miały możliwość wykąpania się i ogrzania. W tym celu przygotowywano specjalne sauny, a także rozpalano przy grobach i na rozstajach dróg ogniska. Rozpalanie ognia pełniło też dodatkową funkcję – pomagało wędrującej duszy dotrzeć do bliskich, gdyż bez tego mogłaby zabłądzić w ciemności. Te same ognie wskazywały jej również drogę powrotną do Nawii. Ogień pełnił także funkcję ochronną – uniemożliwiał wyjście na świat demonom, które w wierzeniach słowiańskich powstawały ze zbłąkanych dusz należących do ludzi zmarłych nagłą śmiercią (np. w połogu, poprzez utonięcie lub też samobójstwo).

Wszystkich Świętych Głubczyce / © fot. M. Kitka
Wszystkich Świętych Głubczyce / © fot. M. Kitka

Współcześnie stawiane na grobach znicze mają uosabiać pamięć o zmarłych, wiążą się z symboliką życia jako palącej się świecy. Póki płoną znicze, pamięć o zmarłym wciąż istnieje. Trudno jednak nie dostrzec wyraźnej analogii do dawnych zwyczajów związanych z rozpalaniem ognia dla wędrujących dusz. Jedno ze staropolskich kazań z XV w. jasno pokazuje, że ówczesna ludność powszechnie wierzyła w to, że płonące na grobach gromadki służyły po to, by dusze mogły się ogrzać. Inną wciąż żywą tradycją związaną z obchodami Dziadów jest zwyczaj polegający na symbolicznym wynoszeniu jadła na groby bliskich. Przetrwał on w niektórych częściach Białorusi, Ukrainy i Rosji, a nawet we wschodniej Polsce.

U nas praktyki jednak zapomniane. Przynajmniej w większości. Pozostało światło – światło zniczy, płomyk pamięci, która tli się w żyjących. To co pozostawimy po sobie, zostaje dłużej. Niech świąteczny okres służy nam refleksji, kontemplując słowa ks. Jana Twardowskiego:

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą 
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą 
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości 
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza

ks. Jan Twardowski

Redakcja TG

Źródła:
slawoslaw.pl /pisz.wm.pl / wobroniewiaryitradycji.wordpress.com / ekai.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Wprowadź swoje imię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.