Można zaryzykować stwierdzenie, iż obecnie instytucja małżeństwa przeżywa kryzys. Osoby żyjące ze sobą po 50 lat i dłużej są “z innego świata” dając jednak bardzo dobry przykład parom o młodszym stażu


Czy aby świat 50 lat temu był inny? Z pewnością. Sytuacja polityczna była inna, gospodarcza szła z nią w parze. Rodziny były zdecydowanie bardziej samowystarczalne, nie było supermarketów, sklepów z chińską odzieżą, internetu i komputerów. Telefony głównie w urzędach. Z samochodami też różnie bywało. Większość rzeczy szła na wschód.

Co było w zasięgu Kowalskiego? Piekarnia, mleczarnia, szewc, krawcowa, gospodarstwo, znajomy rolnik, targowisko. Po podwórku, nawet w mieście biegały często kury i kaczki. Kobiety spotykając się wspólnie, piekły często ciasta prawiąc o tym i o tamtym. Dzieci biegały bandami po podwórku bawiąc się tym, co znalazły lub tym co sobie same zrobiły. Mężczyźni majsterkowali lub wyjeżdżali powędkować przywożąc smaczne sandacze, szczupaki czy okonie. O wszystko trzeba było zadbać. Często własnymi rękami. O związek, relację twarzą w twarz. Liczył się człowiek.

Dziś gdy podchodzimy do półek sklepowych i nie ma konkretnie “tych” płatków śniadaniowych albo “tej” kawy – przejeżdżamy autem do drugiego, trzeciego lub czwartego sklepu. Nie myślimy już o tym, że te produkty, które są, z których zrezygnowaliśmy w 3 sekundy – też są dobre. W końcu da się je zjeść, kawa też jest “w porządku”, dobrze smakuje i pachnie.

Podchodzimy zbyt krytycznie, za szybko rezygnujemy z celów, ludzi, z siebie? A może zwyczajnie wiemy czego chcemy i jesteśmy zdecydowani szukając dalej, oczekując od życia bardzo konkretnych rzeczy?

Postmodernizm

Jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym, zalewanym łatwą w produkcji, tanią kulturą masową o bardzo małej wartości. Być może jest to naturalna konsekwencja postępu. Być może. Jednak jedno pozostanie faktem. Za mało się staramy i zbyt szybko poddajemy. Odruch sprzed półki sklepowej wdziera się coraz bezczelniej w życie prywatne. Tracimy umiejętność zawiązywania głębokich relacji międzyludzkich.

Będąc na Złotych Godach Państwa Mazurkiewiczów i Pawluchów, patrząc na ich twarze, splecione ręce, słuchając historii ich wspólnego życia, widząc kolejne pokolenia ich rodzin – zastanawiam się jak oni to zrobili, że są ze sobą pół wieku? Okazuje się, że można. Trzeba tylko chcieć. Powyższe małżeństwa są tego wspaniałym przykładem dla młodych.

Mateusz Kitka

ŻYCZENIA I GRATULACJE


Beata Grochalska – naczelnik Urzędu Stanu Cywilnego w Głubczycach

Minęło 50 lat odkąd zawarli Państwo związek małżeński i wstąpili na wspólną drogę. Te minione lata to czas pracy zawodowej, troska o dom codzienny a także o wychowanie i wykształcenie dzieci. Myślę, że te wszystkie sytuacje, które Państwu się w życiu przytrafiły – tylko cementowały Wasz związek – co widać na Państwa twarzach i o czym świadczy Państwa obecność na tym miejscu.

O randze instytucji małżeństwa w Państwie Polskim świadczą medale jakimi Prezydent RP odznacza małżonków za długoletnie pożycie małżeńskie.

Ja ze swej strony chcę Państwu złożyć wyrazy szacunku i uznania za te wspólne 50 lat i życzyć Państwu wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, spokoju, abyście cieszyli się sobą i życiem rodzinnym jeszcze przez długie wspólne lata.

Burmistrz Głubczyc Adam Krupa

Ogromnie się cieszę, że mogę być na takiej uroczystości. A przede wszystkim cieszę się, że widzę naszych Jubilatów w tak dobrej kondycji. Serdecznie Was witam. Jest to bardzo ważna chwila w życiu naszego samorządu. Są Państwo żywym przykładem, jak polska rodzina powinna wyglądać.

Założyliście rodziny 50 lat temu w trudnych czasach, w których nie było łatwo. Wychowaliście dzieci. Pani Mazurkiewiczowa przed uroczystością podzieliła się ze mną refleksją, że to życie przeminęło w jednej chwili. Państwo dali przykład, że tą chwilę można przeżyć razem. Jesteście pięknym przykładem, że te wspólne chwile można pięknie i mądrze spożytkować. Gratuluję Wam, dziękuję i życzę wszystkiego najlepszego.

Życzę przede wszystkim zdrowia i tego, abyście mogli swoimi rodzinami jak najdłużej cieszyć. Wszystkiego najlepszego. Oby następne 50 lat upłynęło Państwu w takiej harmonii i zdrowiu, jak te które już minęły.

Przewodniczący Rady Miejskiej Kazimierz Naumczyk

Cieszę się, że jesteście Państwo dziś w tym miejscu, że możemy Państwa gościć w odnowionym Urzędzie Stanu Cywilnego w Głubczycach. Jako trochę młodszy od Was – życzę po prostu samych serdeczności!

Tak jak mówili moi poprzednicy – jesteście przykładem tego jak należy żyć. Wszystkiego dobrego.


Przedstawiamy Państwu sylwetki dwóch małżeństw, które w kwietniu tego roku obchodziły swoje Złote Gody (50 lat pożycia małżeńskiego). Janina i Leonard Mazurkiewicz, Ludwika i Ryszard Pawluch, Anna i Feliks Syty (nieobecni na uroczystości). Poniżej, w pierwszej kolejności zamieszczamy życzenia złożone przez Samorząd.


MAŁŻEŃSTWO MAZURKIEWICZ

Mazurkiewicz Janina, małżonka Leonarda.

Mieszkają w Lisięcicach. Ślub wzięli 50 lat temu w grudniu. Mają 1 córkę, pielęgniarkę, 1 wnuka, magistra po studiach i prawnuka, który ma dopiero 7 m-cy (na dzień jubileuszu).

Pani Janina pochodzi z Kielecczyzny (Staszów). Do szkoły wyjechała bez wiedzy ojca. Matka zmarła gdy miała 10 lat, ojciec ożenił się ponownie. Ma czwórkę rodzeństwa. Ukończyła 2 letnią szkołę w Kluczborku.

Z Panem Leonardem poznali się w technikum w Komornie. W „podboju” małżeńskim, jak twierdzą zgodnie, Pan Leonard nie miał łatwego zadania. Pani Janina ostrożnie podchodziła do relacji damsko-męskich. Jednak po 4 latach znajomości i zdanej maturze, konsekwencja podjętych działań i włożony w nie trud został wynagrodzony. W grudniu 1965 r. wzięli ślub.

Panem Leonardem zainteresowane były służby: milicyjna i wojskowa. Jednak nie przyjął żadnej propozycji pracy. Nie chciał rozstawać się z małżonką. Przeprowadzali się aż 5 razy. Mają swój dom w Lisięcicach, jednak dzieci już w nim nie mieszkają.

Pani Janina przepracowała 20 lat w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Lisięcicach. Wspomina ten czas jako wyjątkowo pracowity, obfity w różnego rodzaju powierzane jej zadania. Aktualnie jest na emeryturze.

Pan Leonard Mazurkiewicz, mąż Janiny (Ewy).

Urodzony w Mikołajówce, aktualnie na terenie Ukrainy. Ukończył 2 letnią szkołę rolniczą w Głubczycach, potem w Komornie Technikum Rolnicze. Tam poznał żonę.

Wspomina:
„Kolega z klasy Janiny stał w parku pomiędzy internatem a salami wykładowymi. Płakał. Podszedłem i zapytałem co mu jest. Okazało się, że ktoś z mojej klasy chce go pobić za Kowalską. Ową Kowalską była właśnie Janina (w szkole jako Ewa). Pocieszyłem go i powiedziałem żeby się nie bał. Odprowadziłem go do domu.

Nie dawało mi jednak spokoju, za kogo to chcą go bić. Pomyślałem, że warto tą dziewczynę poznać. Tak zaczęła się moja znajomość z Janiną. Ślub wzięliśmy w 1965 roku”.

Pan Leonard początkowo przez rok czasu pracował na stażu w PGR w Grudyni Małej. Później w Służbie Rolnej. Z kolei gdy powstał SKR w Lisięcicach, został vice dyrektorem (2 lata). Po 2 latach SKR został przyłączony do SKR Głubczyce. Został wtedy mianowany kierownikiem oddziału SKR Lisięcice. Pracował tam aż do emerytury.

MAŁŻEŃSTWO PAWLUCH

Ludwika Pawluch, małżonka Ryszarda.

Mieszkanka Głubczyc. Razem z mężem ma córkę i syna, 6 wnucząt (3 wnuków i 3 wnuczki), 2 prawnuków (9 lat i 2 latka). Syn ma 3 córki a córka ma 3 synów.

Ludwika urodzona na wschodzie w Sieniawie (Tarnopolskie). Przyjechała do Polski z rodzicami jako małe dzieciątko. Nic z tego czasu nie pamięta. W 1948 r. umiera w wieku 34 lat na zapalenie opon mózgowych jej ojciec, pozostawiając osierocone 3 dzieci, czwarte w drodze.

Najstarsza siostra Ludwiki szła do 1-szej klasy. Ludwika była druga z kolei. Mieszkali w Czerwonkowie gdzie osiedlono ich w 1945 r.

Szkoły nie robiła bo nie było matki na to stać. Rozpoczęła pracę w Głubczycach w Zakładach Dziewiarskich. Szyła na maszynie, później została brygadzistką.

Jak wspomina, męża poznała na głubczyckim targu. Poszła tam ze swoją znajomą. Mąż znał tą panią. Szedł w wojskowym ubraniu. „Rysiu, a kiedy do cywila pójdziesz!?” – zapytała znajoma.- „Właśnie przyszedłem po ubranie, już idę do cywila”. Tak zaczęła się ich wspólna przygoda, która miała epizod rozstania. Jednak po pewnym czasie ich drogi znowu się zeszły.

Pan Ryszard spotyka na ulicy Panią Ludwikę i wypowiada słowa „Moja zguba odnalazła się” – od tamtej pory są razem.

W marcu 1965 r. wzięli ślub. Do roku rodzi się im córka. Mieszkali u ojca Pana Ryszarda, który po śmierci matki ponownie się ożenił.

Po 4 latach dostają mieszkanie spółdzielcze. Po 7 latach od narodzin Córki, rodzi się syn. Dwoje dzieci. Córka mieszka w Raciborzu, syn mieszka w Markowicach. Ma dom, pracuje w Służbie Zdrowia.

6 wnucząt (3 wnuków i 3 wnuczki), 2 prawnuków (9 lat i 2 latka). Syn ma 3 córki a córka ma 3 synów.

„Teraz trzeba nam zdrowia i w zasadzie tylko tyle”.

Ryszard Pawluch, mąż Ludwiki

Urodzony w Samborze, na Kresach Wschodnich II RP.

Do Polski przyjeżdża z ciotką w 1945 r. Matka umarła na wschodzie. Przyjechali do Gołuszowic. Ojciec po powrocie z wojska ożenił się. Ukończył podstawówkę.

Pierwszą pracę podejmuje w PSS (10 lat jako malarz). Później idzie do wojska na 2 lata, po którym poznaje Panią Ludwikę, żeni się i przyjmuje do pracy w Spółdzielni Mieszkaniowej w Głubczycach gdzie przepracowuje 33 lata.

Źródło: Na podstawie materiału filmowego TV Pogranicze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Wprowadź swoje imię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.