Wywiad z dr. Arkadiuszem Szymczyną, przeprowadzony 10 grudnia 2015 r. w Głubczycach


Rzecz o tożsamości lokalnej

Redakcja TG miała przyjemność przeprowadzić wywiad z Panem dr. Arkadiuszem Szymczyną, mieszkańcem Głubczyc i pasjonatem historii regionalnej, którego książki oraz artykuły są znane wielu osobom. W swoich publikacjach podejmuje problematykę stosunków narodowościowych, przesiedleń i repatriacji oraz losów mieszkańców Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej, którzy po 1945 r. osiedlili się na terenie powiatu głubczyckiego.

Redakcja TG: Przede wszystkim chciałem podziękować Panu za przyjęcie zaproszenia do naszej redakcji. Jest mi niezmiernie miło spotkać się z osobą, która należy do wąskiego grona osób, mających tak ogromną wiedzę historyczną o Głubczycach i regionie.

Dr Arkadiusz Szymczyna: Nie jestem jedynym historykiem, który pochodzi z Głubczyc i opisuje ich dzieje. Pracę moich kolegów i koleżanek bardzo sobie cenię, gdyż dorobek publicystyczny każdego z nich, jest ważnym elementem całości, którą nazywamy historią regionalną. Współpraca z nimi to wielka przyjemność. Poza tym mam takie wrażenie, że to właśnie ta gałąź nauki rozwija się na naszym terenie najszybciej i jesteśmy świadkami fantastycznie rozwijających się badań z przeszłości naszego regionu. Boom nastąpił po 2003 r., chyba od momentu kiedy została opublikowana książka dr Katarzyny Maler „Dzieje Głubczyc do 1742 r.”. Później prace badawcze były kontynuowane. Ukazała się moja książka pt.: „Społeczne i polityczne problemy przyłączenia powiatu głubczyckiego do Polski 1945-1948”, a następnie kolejna książka Kasi „Dzieje Głubczyc w latach 1742-1945”.

W 2013 r. wydaliśmy wspólnie pierwszą część losów rodzin kresowych osiedlanych na terenie powiatu głubczyckiego pt. „Głubczyccy Kresowianie”, a wiosną 2015 r. drugą część pt. „Głubczyccy Kresowianie i Sybiracy”. Oczywiście nie można pomijać kilku ważnych publikacji związanych z historią ziemi głubczyckiej chociażby dr. Benka Pospiszyla, który pisze o Branicach oraz dziesiątkach artykułów historycznych, które ukazały się w „Głosie Głubczyc”, „Kalendarzu Głubczyckim”, „Wieściach Powiatowych” i innych periodykach. Stale też piszę dla Kresowego Serwisu Informacyjnego, którego jestem współredaktorem. Szkoda tylko, że osób prowadzących badania historyczne na naszym terenie jest tak niewielu i na horyzoncie nie widać następców, bo przecież ktoś będzie musiał przejąć tę „pałeczkę”.

quotationSzkoda tylko, że osób prowadzących badania historyczne na naszym terenie jest tak niewielu i na horyzoncie nie widać następców, bo przecież ktoś będzie musiał przejąć tę „pałeczkę”.

TG: Czy może Pan powiedzieć parę słów o sobie?

AS: Urodziłem się w Głubczycach. Tu ukończyłem Szkołę Podstawową nr 2, która jesienią 2015 r. obchodziła swoje 70-lecie. To bardzo zasłużona placówka dla głubczyckiej oświaty i szczerze jej gratuluję pięknego jubileuszu. Mam wspaniałe wspomnienia związane z „dwójką”. Moją pierwszą wychowawczynią była p. Krystyna Piotrowska, a później p. Irena Bobkier, z którą utrzymuję do dziś stały kontakt. Poza tym było wielu nauczycieli, którzy ukształtowali mój charakter m.in. historyczka i była sybiraczka p. Cecylia Pasternak.

Po ośmioklasowej szkole podstawowej ukończyłem Technikum Mechaniczne, do którego mam również wielki sentyment. Szkoła, która funkcjonowała w latach 70. i 80., i którą pamiętam, była kuźnią dobrego wychowania i solidnej pracy. Liczba wykonanych projektów oraz poziom zdobytej wiedzy umożliwił wielu absolwentom zaliczenie egzaminów wstępnych na studia techniczne. Poza tym, były to czasy, w których uczniowie mimo wszystko walczyli o jak najlepszą ocenę. Obecnie mentalność młodzieży jest inna, podchodzi do tego problemu w nieco „luzacki” sposób.

quotationUkończyłem 3 fakultety – kierunek mechaniczny, informatykę i historię, którą kontynuowałem broniąc doktorat.

Po ukończeniu „Mechanika” przez ładnych parę lat studiowałem. Ukończyłem 3 fakultety – kierunek mechaniczny, informatykę i historię, którą kontynuowałem broniąc doktorat. Od 2002 r. pracuję w Technikum Rolniczym w Głubczycach, dla którego mam wielki szacunek. To szkoła, którą cenię za otwartość i tolerancję. Poza tym, mam tam fantastycznych kolegów i koleżanki, których bardzo lubię, i z którymi bardzo dobrze mi się współpracuje. „Rolniczak” doskonale promuje tradycje ziemi głubczyckiej. Systematycznie organizuje imprezy kulinarne oraz te, które są związane z tradycjami i obrzędami wielkanocnymi i bożonarodzeniowymi, wypiekiem chleba itp. Organizowane są wystawy okolicznościowe dotyczące ważnych wydarzeń historycznych i wciągających młodzież w nurt patriotyczny. Co roku staramy się pokazać dzieciom i młodzieży szkolnej jak ważne są tradycje przywiezione i kultywowane przez rodziny kresowe i autochtonów.

TG: Wspomniał Pan o kilku fakultetach. Czy wychowanie obok edukacji miało wpływ na rozwój pasji jaką jest historia?

AS: Oczywiście. Rodzina zawsze dbała o tradycje historyczne. Moi rodzice pochodzą z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej, mama z powiatu nadwórniańskiego o ojciec z brzeżańskiego. Oboje wspominają z sentymentem miejsca swojego urodzenia pomimo tego, że byli dziećmi. Historia mojej rodziny, która przyjechała tutaj z Kresów Wschodnich, praktycznie niczym nie różni się od tych tysięcy Polaków, którzy zostali najpierw pozbawieni swojego majątku, a następnie przetransportowani na Ziemie Odzyskane. Osiedlili się na ziemi głubczyckiej, tutaj przez wiele lat pracowali i żyją nadal.

quotationRodzina zawsze dbała o tradycje historyczne.

Zamiłowanie do historii miałem w zasadzie od dziecka. Moi rodzice powtarzali, że jestem takim „molem archiwalnym”. Z półek archiwalnych wyciągam informacje, które dla innych są nieistotne. W młodości interesowałem się archeologią, historią sztuki, ale ze względu na zły stan zdrowia musiałem pójść w innym kierunku. Zająłem się inną dziedziną, inną gałęzią, czy jak kto woli odłamem historii. Skupiłem się na historii po 1918 r. Dzisiaj piszę książki, artykuły do gazet oraz teksty historyczne dla portali internetowych.

TG: Jak godzi Pan czas pomiędzy pracą w szkole, a działalnością naukową? Kiedy znajduje Pan czas na pisanie i docieranie do źródeł?

AS: Jest to bardzo trudne. Dla mnie najaktywniejszym okresem jest lato. Wykorzystuję przerwę wakacyjną w szkole. Mogę wówczas pojechać do archiwum, przeprowadzić wywiad, zebrać niezbędne informacje. Dopiero później zabieram się za pisanie książek i artykułów. W archiwach robię dużo kserokopii starych dokumentów. Do każdego wyjazdu starannie się przygotowuję. Muszę wiedzieć czego chcę, czego szukać, na jaki temat gromadzić informacje żeby się później się nie pogubić. Następnie analizuję dokumenty i staram się złożyć w jedną całość tak, by powiązać je ze sobą. Najważniejsze w pracy badacza historyka jest źródło informacji. Archiwa, które zjeździłem do tej pory, posiadają kapitalne zbiory dokumentów dotyczące historii ziemi głubczyckiej. Jest to współczesna kopalnia wiedzy. Najważniejsze z nich to jest Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Archiwa Państwowe w Katowicach na Józefowie, w Opolu, we Wrocławiu, w Opavie, dokumenty IPN oraz archiwa kościelne. Współczesna technika pozwala na dotarcie do zbiorów za granicą m.in. w Londynie, Nowym Jorku, Wilnie. Korzystam również z materiałów, które przesyłają mi koledzy i koleżanki z innych archiwów np. z Kolonii, Berlina i Moskwy. Kilka takich perełek mamy w swoich prywatnych zbiorach. Podkreślam, że źródło informacji jest bardzo istotne. Rozumiem, że nie wszyscy czytają przypisy, ale dla historyka bibliografia jest bardzo istotna. Książka staje się wartościowa, a informacje pełniejsze i bardziej wiarygodne.

quotationNajważniejsze w pracy badacza historyka jest źródło informacji.

TG: To znaczy posiada większą wartość naukową?

AS: Tak, zdecydowanie. Kilka osób dzwoniło już do mnie pytając, gdzie zebrałem tak cenne dokumenty. Czytelnicy odnajdują w książkach informacje o swoich bliskich, znajomych, rodzinnej miejscowości, parafii itd. Podam przykład. W „Głubczyckich Kresowianach i Sybirakach” są opisane losy kobiety, która nie wiedziała, gdzie i kiedy jej brat zginął na wojnie. Okazało się, że Sowieci zamordowali go w Ostaszkowie. Dzięki starym dokumentom mogłem przekazać informacje zainteresowanej osobie. Takich sytuacji jest wiele. Książki zawierają także potężną bazę starych fotografii (np. ostatnia publikacja prawie 800 zdjęć), z której korzystają czytelnicy.

TG: A czy w miarę popularności Państwa książek, docieranie do źródeł jest łatwiejsze? Czy ludzie zgłaszają się osobiście ze swoimi wspomnieniami, jakby zachęceni już spisanymi historiami?

AS: Początkowo była to praca na ugorze. Musieliśmy docierać do naszych rozmówców. Większość Kresowian, to osoby starsze, najczęściej mieszkające na wsi. Po pierwszej publikacji odebraliśmy z dr Katarzyną Maler wiele telefonów z gratulacjami i podziękowaniami. Później było już łatwiej, ludzie sami się zgłaszali wraz z bogatą dokumentacją fotograficzną, opisanymi wspomnieniami, pamiętnikami. Myślę, że wielu czytelników przekonało się jak cenne są ich relacje dla prowadzonych badań nad osadnictwem na ziemi głubczyckiej. Poza tym, Kresowianie chcą, aby losy ich rodzin były utrwalone w książce.

TG: Czy chętnie wracają do wspomnień?

AS: Nie zawsze. Jest to zrozumiałe, gdyż po wielu latach powracają do tragicznych chwil spędzonych na Kresach. Rozmowy najczęściej kończą się łzami. Ja jestem bardzo wdzięczny tym osobom za to, że po tylu latach zechcieli opowiedzieć mi swoją historię po to, żeby pamięć o tych, którzy żyli na Kresach nie uległa zapomnieniu. Nasi respondenci, to pokolenie, które ma obecnie ponad 80-90 lat, więc musimy się bardzo śpieszyć żeby zdążyć zebrać materiał. Publikując ich wspomnienia realizujemy w ten sposób główny cel naszej pracy – dotarcie do jak największej grupy młodzieży szkolnej i przekazania im wiedzy o mieszkańcach Kresów Wschodnich II RP.

quotationNasi respondenci, to pokolenie, które ma obecnie ponad 80-90 lat, więc musimy się bardzo śpieszyć żeby zdążyć zebrać materiał.

TG: No właśnie, dotykamy tematu tożsamości narodowej.

AS: Oczywiście. Powiat głubczycki był po 1945 r. jednym z najliczniej osiedlonych ludnością zabużańską. Przetransportowano tu ponad 22 tys. Kresowian, a Punkt Etapowy Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Głubczycach był drugi co do wielkości na Ziemiach Odzyskanych. Poza tym, w pierwszych latach po wojnie przeprowadzono akcję weryfikacji narodowościowej wśród autochtonów, którym postawiono warunek, albo wyjeżdżają na zachód, albo zostają przyjmując polskie obywatelstwo. W ten sposób powstał „kocioł” narodowościowy i kulturowy, w którym mieszkańcy musieli razem ze sobą żyć, niejednokrotnie w tym samym domu.

quotationPowiat głubczycki był po 1945 r. jednym z najliczniej osiedlonych ludnością zabużańską. Przetransportowano tu ponad 22 tys. Kresowian (…)

TG: Jak wyglądały te relacje?

AS: Nie było jakiś wielkich antagonizmów. Zdarzały się przypadki złych relacji. To propaganda mówiła kiedyś o tym, że strasznie boimy się Niemców i należy ich się wystrzegać. Repatrianci i autochtoni musieli żyć razem, byli sobie nawzajem potrzebni w powojennej rzeczywistości. Pomagali sobie zwłaszcza materialnie i mieli dla siebie szacunek. Przynajmniej tak wynika z wywiadów jakie przeprowadziliśmy. Natomiast po latach, ta mieszanka narodowościowa i religijna uległa procesowi asymilacji społecznej, „rozpłynęła” się po terytorium naszego powiatu. Ekspatrianci mają swoich potomków, którzy interesują się Kresami i dbają o to, aby nie uległa zatarciu ta wspaniała kultura. Obecnie wiele osób nie wyobraża sobie życia poza granicami naszego powiatu, tym bardziej, że ani politycznych, ani jakichkolwiek innych możliwości powrotu na Kresy nie ma.

TG: Czy Pana książki i publikacje są dostępne tylko w lokalnej prasie i bibliotekach?

AS: Zapotrzebowanie na wiedzę historyczna jest szersze. Cieszy mnie to, że historią ziemi głubczyckiej interesują się osoby z innych miejscowości. Artykuły publikowane są na portalach internetowych, a książki trafiają do bibliotek. Zaopatrzyły się m.in.: uniwersytety w Szczecinie, Poznaniu, Gdańsku, Gdyni, Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Opolu, Lublinie. Książki można także wypożyczyć w bibliotece w Głubczycach, Kietrzu, Baborowie. Publikacje trafiły również do czytelników zza granicy m.in. do Niemiec, Austrii, Anglii, Czech, na Ukrainę, a ostatnio nawet do USA, co nas autorów bardzo cieszy. Informacje zawarte w książkach są naprawdę cenne zwłaszcza dla tych, którzy prowadzą badania dotyczące Kresów Wschodnich II RP i z najnowszej historii Polski.

TG: A z jakimi problemami musi się Pan borykać podczas prowadzonych prac badawczych?

AS: Po pierwsze czas szybko płynie, a osoby z którymi prowadzę wywiad mają już swoje lata. Ich pamięć ulega zatarciu. Muszę pracować bardzo starannie, powoli, bez ponaglania, ażeby nie pominąć istotnych informacji przy opisie. Kiedy zabraknie tego pokolenia, będę musiał się opierać tylko i wyłącznie na starych dokumentach. Dlatego zawsze przy każdym spotkaniu apeluję do Kresowian o to, żeby dostarczać stare fotografie i dokumenty, listy, pamiętniki. My rodzinnych pamiątek nie zatrzymujemy, wręcz nie mamy takiego prawa. Skanujemy, przepisujemy, analizujemy i oddajemy ich właścicielom. Nigdy nie zmuszam respondenta do wywiadu, a jedynie zachęcam. Po drugie podczas opisu zdjęć szukam innego źródła informacji, które potwierdziłoby miejsce i czas jego wykonania. Największym jednak utrudnieniem są ciągłe wyjazdy i pogodzenie prac badawczych z pracą w szkole.

quotationMy rodzinnych pamiątek nie zatrzymujemy, wręcz nie mamy takiego prawa. Skanujemy, przepisujemy, analizujemy i oddajemy ich właścicielom. Nigdy nie zmuszam respondenta do wywiadu, a jedynie zachęcam.

TG: Z jednej strony jest to pasja, a z drugiej praca. Czy są osoby bądź instytucje, które wykazują zainteresowanie Państwa publikacjami i wspierają Waszą działalność?

AS: Wsparcie takie mamy przede wszystkim ze strony Urzędu Miejskiego w Głubczycach, który za każdym razem pomaga nam w promocji książek. Kupuje ich część nakładu i przeznacza na nagrody zwłaszcza dla młodzieży szkolnej, która bierze udział w konkursach przedmiotowych i olimpiadach. Książki rozprowadzane są także po bibliotekach i szkołach.

Po drugie piękną pracę wykonuje Stowarzyszenie Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich oddział w Głubczycach, którego prezesem jest p. Edward Wołoszyn. I ja i p. dr Katarzyna Maler ściśle z nim współpracujemy. Bez ich pomocy i zaangażowania byłoby nam ciężko.

Przedstawiciele organizacji aktywnie promują nasze książki, mają kontakt z panią Danutą Skalską z radia Katowice, która prowadzi „Lwowską Falę” oraz innymi organizacjami kresowymi w Polsce i Czechach. Promuje nas także Kresowy Serwis Informacyjny, ks. Isakowicz-Zaleski, p. Ewa Siemaszko, Stowarzyszenie Miłośników Muzeum i Ziemi Głubczyckiej, Muzeum Powiatowe i Biblioteka Miejska w Głubczycach, Kietrzu i Baborowie, organizując różnego rodzaju prelekcje i wystawy, a także Agencja Reklamowa Szymona Popczyka i księgarnia „Exlibris” w Głubczycach. W ostatnich tygodniach, dzięki p. Barbarze Misiaszek, otworzyła się pewna możliwość pomocy ze strony Biblioteki Polskiej w Chicago oraz sybirackich środowisk w USA, ale to sprawa przyszłości.

TG: Czy indywidualne osoby mogą także wesprzeć Wasze prace?

AS: Tak, oczywiście. Zawsze można się z nami skontaktować bezpośrednio lub za pośrednictwem stowarzyszenia oraz Redakcji TG. W księgarniach również jest dostępna nasza ostatnia książka, chociaż zasoby szybko się kurczą. Niestety pierwsze publikacje, myślę tutaj o „Społecznych i politycznych problemach przyłączenia powiatu głubczyckiego do Polski 1945-1948”, „Głubczyckich Kresowianach” oraz „Dziejach Głubczyc do 1742 r.” są już niedostępne.

TG: Czy pracuje Pan nad kolejną książką?

quotationOd kilku miesięcy prowadzę badania na terytorium Czech (…)

AS: Cały czas gromadzę nowe materiały i pracuję aktywnie nad nową publikacją. Od kilku miesięcy prowadzę badania na terytorium Czech, ze względu na duże zainteresowanie problematyką Czechów z Wołynia, którzy zostali repatriowani w 1947 r. i zamieszkują teren pogranicza głubczycko-krnowskiego. Mieszkają w Albrechticach, Osoblasze, Slezskich Rudolticach, Bohušovie czy też Hrozovej. Są między nimi rodziny mieszane polsko-czeskie. Wołyniacy jeszcze do niedawna nie mogli się nawzajem kontaktować ze względu na granice i paskudny komunistyczny ustrój. Dopiero po traktacie z Schengen granice zostały otwarte i rodziny mogą brać udział w uroczystościach, wystawach, prelekcjach i spotkaniach opłatkowych. W najbliższym czasie Stowarzyszenie Miłośników Lwowa i Kresów Wschodnich wraz z Urzędem Miejskim w Głubczycach planuje zorganizowane spotkania polsko-czeskiego poświęconego Wołyniakom – coś na wzór panelu historycznego.

W najbliższych planach mam wydanie trzeciej części historii o głubczyckich Kresowianach. Cały czas siedzimy razem z dr Katarzyną Maler nad opracowaniem nowej publikacji. Relacji jest sporo. Z przeprowadzonych rozmów telefonicznych wynika, że jest pewien „głód” na kolejną książkę. Czytelnicy cieszą się jak odnajdują w nich rodziny, znajomych i informacje o miejscu urodzenia. Powracają do swojego dzieciństwa.

Tym razem zasadnicza część książki będzie poświęcona losom Polaków z terenów północno-wschodnich II RP oraz ich przesiedleniu na teren powiatu głubczyckiego oraz tak jak w poprzednich książkach powrócimy do wspomnień z Wołynia, Podola i Syberii.

TG: Proszę powiedzieć jak reaguje młode pokolenie na historie, którą opisujecie w swoich książkach?

AS: To jest ciekawe zjawisko. Ciekawe ze względu na to, że historia w ostatnim okresie została w szkołach „zabita”, w tym sensie, że programy nauczania zostały opracowane tak, aby promować w pierwszej kolejności europejskość. Historia polski jest tylko dodatkiem uzupełniającym historię powszechną. Młodzieży zrobiono mętlik w głowach do takiego stopnia, że obecnie nie potrafią zapamiętać podstawowych faktów historycznych związanych z dziejami naszego państwa. Ktoś zrobił wielki błąd, który będziemy naprawiać przez wiele lat. Uczniowie niechętnie dyskutują na temat ludobójstwa, kultury i życia codziennego na Kresach, bo po prostu nie znają faktów. Tylko dzięki operatywności dobrego nauczyciela historii podejmowane są na lekcjach ciekawe i trudne tematy. Wydając właśnie tego typu publikacje, pisząc artykuły do „Głosu Głubczyc”, „Kalendarza Głubczyckiego” zachęcam i próbuję zainteresować młodzież tym wycinkiem naszej historii. Poza tym, są organizowane prelekcje w szkołach, spotkania z kombatantami, wystawy i prezentacje.

quotationHistoria polski jest tylko dodatkiem uzupełniającym historię powszechną. Młodzieży zrobiono mętlik w głowach do takiego stopnia, że obecnie nie potrafią zapamiętać podstawowych faktów historycznych związanych z dziejami naszego państwa.

Ciekawym przedsięwzięciem zastosowanym przez nas jest wciągnięcie młodzieży szkolnej do konkursu kresowego organizowanego już od kilku lat przez liceum i bibliotekę. Najlepsze prace są drukowane w naszych książkach. To jest promocja młodego pokolenia, ich rodzin, historii i kultury Kresów. Uczniowie w trakcie pisania zbierają stare zdjęcia, dokumenty i tworzą genealogię swoich rodzin. Uzupełniają w ten sposób dzieje społeczeństwa głubczyckiego.

TG: Miło słyszeć, że jest takie zainteresowanie i zaangażowanie młodzieży w historię tego regionu.

AS: Młode pokolenie stanowi dla nas pewnego rodzaju łącznik, między przeszłością a przyszłością. Jeżeli młodzież w pewnym momencie zapomni skąd jej ród, jeżeli odetnie się od przeszłości, to szybko utracimy podstawę naszego dziedzictwa narodowego. Lokalni historycy obawiają się tylko jednej rzeczy, że nie będzie następców. Dlatego też prace konkursowe traktujemy jak światełko w tunelu w rozwiązaniu tego problemu.

quotationLokalni historycy obawiają się tylko jednej rzeczy, że nie będzie następców.

Pisanie książek historycznych trwa latami i nie jest prostą sprawą. Nad pierwszą częścią pracowaliśmy 2 lata, nad drugą 2,5 roku. Z perspektywy lat wiem, że warto było. To jest nasza pasja i zamiłowanie do historii.

TG: Mówimy do tej pory o historii Kresowian i Sybiraków w sposób ogólny. Czy jednak może Pan przybliżyć jakąś historię, która w szczególny sposób utkwiła Panu w pamięci?

AS: Trudno jest opisać jedną wybraną historię, bo mord, czy to na Wołyniu, czy to w Małopolsce Wschodniej, zawsze zostanie mordem. Tragizm zesłanych Polaków na Syberię do łagrów i posiołków, przesiedlenia i migracje uchodźców do Afryki, Indii i Ameryki, to nie są tematy, które można indywidualizować i wyodrębniać z całości historii Polski. Myślę, że zrobiłbym błąd, gdybym kogoś wyróżnił. Każdy z opisów jest inny, niepowtarzalny i ma swoją oddzielną historię. Natomiast mnie zawsze podczas spotkań zachwycała otwartość i serdeczność Kresowian. To są fantastyczni ludzie. Utrzymuję z nimi stały kontakt, dzwonimy do siebie na święta i składamy życzenia. Zawiązują się w ten sposób ciekawe znajomości, wręcz przyjaźnie. Zwracamy się do siebie z ogromną sympatią. Zawsze będę ich określał jako „moich” Kresowian.

TG: Czy Kresy to tylko ludobójstwo?

AS: Ależ absolutnie! To byłby moim zdaniem wielki błąd, gdybyśmy opisywali tylko wycinek życia Zabużan. Tworzymy opisy z zaakcentowaniem rodzinnych korzeni. Rodzice, dziadkowie, pradziadek itd. Niejednokrotnie opisywane postacie mają swoje korzenie w XVIII i XIX w. Następnie poprzez okres międzywojenny i wojnę dochodzimy do współczesności. Chcemy pokazać, jak niezwykle przewrotne mogą być losy ludzkie i jakie zmiany zaszły w tym okresie, jak dynamicznie zmieniała się ich historia. Od dzieciństwa, fantastycznych przyjaźni, zabaw szkolnych, poprzez okupację sowiecką, niemiecką, przerażające mordy nacjonalistów ukraińskich, reżim w komunistycznej Polsce do współczesności.

TG: „Kresy to miłość”?

AS: Tak, to cytat z ostatniej książki pt. „Głubczyccy Kresowianie i Sybiracy” – „Kresy to miłość, Kresy to duma, Kresy to pamięć”. Myślę, że w tych trzech słowach zawarte jest wszystko to, co czujemy do Kresów. Mam wręcz obowiązek jako historyk, pisania prawdy o utraconych terenach II Rzeczypospolitej. Zabużanie żyją dookoła nas, posiadają ogromną wiedzę o Kresach, są ich „perłą w koronie”. Osobiście jestem dumny z tego, że moje korzenie są na Kresach. Jedno jest pewne, że powojenni osadnicy, będą prawdopodobnie do końca swoich dni tęsknić za rodzinnym domem zagrabionym im siłą na wschodzie. To jest pewien nieunikniony proces.

TG: Pytanie trochę na przekór. Czy w kontekście Europy wydającej się zacierać różnice kulturowe, granice, gdzie promuje się model uniwersalny zacierający wartości narodowe, tożsamość lokalną, czy taka historia o jakiej rozmawiamy ma rację bytu?

AS: Nie chciałbym bawić się w politykę, bo nigdy tego nie robiłem, i nie chciałbym upolityczniać wywiadu, ale zawsze byłem przeciwnikiem sztucznych tworów, takich jak np. Unia Europejska. Dlaczego? Unia Europejska ma pewien problem z globalizacją, która zaciera tożsamość narodową, marginalizuje grupy etniczne i w końcu społeczności lokalne. Wolałbym, aby mimo wszystko mniej promowane były hasła europeizacji społeczeństw, a bardziej tożsamości narodowej z naciskiem na kulturę, obyczaje i dziedzictwo. Chciałbym, aby hasło „Bóg, honor i Ojczyzna”, które niestety w ostatnim okresie całkowicie się zdewaluowało, nie uległo zatarciu. Czekam na wielką transformację i mam nadzieję, że w kolejnych latach to nastąpi. Czuję się za to odpowiedzialny, gdyż jako historyk staję się pewnego rodzaju strażnikiem tożsamości, obyczajów i tradycji.

TG: Czyli historia, pamięć o korzeniach, miejscu pochodzenia bliskich, stoi na straży tożsamości i wyraża to, kim się jest?

AS: Nie można się od historii odcinać. Nie można wybierać sobie historii złej od dobrej. Historia jest jedna i niepowtarzalna, stanowi fundament narodowego bytu. Psują ją tylko politycy i nieudaczni historycy, którzy nadinterpretują minione wydarzenia. Gloryfikują to, co dla nich politycznie jest poprawne, a negują najważniejszą rzecz – fakty. Dzisiejsza polityka historyczna musi być prowadzona zgodnie z polską racją stanu. Nie można się od narodu i ich bohaterów odcinać w imię dobrosąsiedzkich stosunków. Takim przykładem może być Ukraina. Podobnie jest zresztą z Rosją. Nie wszyscy potrafią powiedzieć dosadnie, ale to co robi Rosja obecnie, ja nazywam po imieniu – to jest zwyczajny bandytyzm polityczny. Dlatego powtórzę jeszcze raz, przed nami jest bardzo, ale to bardzo długa droga, którą musimy przejść razem.

quotationDzisiejsza polityka historyczna musi być prowadzona zgodnie z polską racją stanu. Nie można się od narodu i ich bohaterów odcinać w imię dobrosąsiedzkich stosunków.

TG: Dziękuję serdecznie Panie doktorze za poświęcony czas. Życzymy przede wszystkim dużo zdrowia i sił, bo samozaparcia i energii do pracy ma Pan wiele.

AS: Dziękuję.

Wywiad z dr. Arkadiuszem Szymczyną przeprowadził Mateusz Kitka